Marienburg.pl Strona Główna Marienburg.pl
Nasze Miasto, Nasza Pasja...

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 

Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce dotyczącej "cookies"

Chronimy Twoją prywatność
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w temacie o RODO


Poprzedni temat «» Następny temat
Skarby sztuki
Autor Wiadomość
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Sob 22 Lis, 2008 10:44   Skarby sztuki

Załączam artykuł Leszka Adamczewskiego o dobrach kultury , które znalazły się na terenie powiatu morąskiego w 1945r. Równie ciekawe są losy dzieł sztuki, które znajdowały się na terenie b. powiatu Morąg przed 1945r.

Adamczewski_Wagony z.jpg
Plik ściągnięto 16488 raz(y) 117,14 KB

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 23 Lis, 2008 00:01   

W nawiązaniu do w/w artykułu chciałbym dodać, że w tomie przygotowanym do druku przez Tadeusza Baryłę, Okręg Mazurski w raportach Jakuba Prawina. Wybór dokumentów, Olsztyn 1996 (Rozprawy i Materiały Ośrodka Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie nr 155), s.163 podano, że w miesiącu październiku 1945r. zabezpieczono księgozbiory królewieckie znalezione w kilku miejscowościach pow. morąskiego i pow. rastemborskiego (Z. Licharewa zabezpieczyła większość zachowanych resztek zbiorów bibliotecznych - s.169). Zob. ( 16.X.1945, Olsztyn. Pełnomocnik Rządu RP na Okręg Mazurski płk dr Jakub Prawin do Ministerstwa Administracji Publicznej i Generalnego Pełnomocnika Rządu RP dla Ziem Odzyskanych. Sprawozdanie sytuacyjne za wrzesień.-APO,UP,sygn.32,s.31-38).
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 23 Lis, 2008 17:26   

Zalewskie dobra kultury powinny powrócić do Zalewa


Zalewski kościół parafialny pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty, nieodłączny element miejskiego krajobrazu, jest przede wszystkim namacalną cząstkę historii miasta, które w przeszłości odgrywało znaczącą rolę w dziejach pruskiej krainy.
Budynek kościoła i jego wyposażenie nie ucierpiało znacznie od strasznej pożogi zgotowanej miastu przez Sowietów po jego zajęciu w styczniu 1945r. Nie mniej z dawnego wystroju wnętrza świątyni nie pozostało wiele. Najcenniejsze bowiem dobra, związane z dziejami miasta nad jez. Ewingi nie zachowały się w Zalewie. Chodzi o wiszące na ścianach chóru trzy duże obrazy olejne. Do 1945r. były tam portrety trzech pastorów zalewskich: Davida Pomiana Pesarowiusa (Pesarovius), Johannesa Nebiusa (Nebe) oraz wizerunek arcyprezbitera Gottfrieda Alberta Pauliego. Osoby te były bardzo związane z miastem. Dawid Pomian Pesarowius był w latach 1678-1693 r. tutejszym proboszczem. Sprawował też funkcję pastora polskiego kościoła ewangelickiego oraz asesora konsystorza pomezańskiego w Zalewie. Zmarł 30 sierpnia 1693 r. na dżumę. Więcej o nim i jego korzeniach (rodzina jego kultywowała na Mazurach polską tradycję) napisał K. Skrodzki w Dziejach Ziemi Zalewskiej, Zalewo 2005.
Arcyprezbiter Johann Nebius był także nauczycielem w miejscowej Szkole Prowincjonalnej oraz asesorem Konsystorium Pomezańskiego. Legenda przypisuje mu uratowanie miasta przed hordami wojsk litewskich w czasie okrutnej dżumy, która nawiedziła Prusy na początku XVIIIw. Zalewo opustoszało, gdyż część jego mieszkańców dawno już uciekła, a reszta ukryła się w pobliskim lesie. W mieście pozostał tylko stary kapłan, Johannes Nebius. Rabusie wynosili z kamienic żywność oraz wszelki dobytek i składali wszystko na placu przed kościołem. Wtedy z wieży kościoła odezwał się nagle dźwięk dzwonu, któremu towarzyszyło ludzkie zawodzenie jednego i tego samego straszliwego słowa; „pestilenzia" „pestilenzia" - zaraza, zaraza. Jednocześnie w oknie wieży kościoła ukazała się biała postać, bardziej do zjawy czy ducha podobna, która stojąc z rozportartymi ramionami wydawała owe przerażające wycie. Najeźdźcom zaparło dech w piersiach z przerażenia i zaraz rzucili się do panicznej ucieczki, pozostawiając przed kościołem zgromadzone łupy. Zalewo było wolne i oszczędzone od rabunku. (tłumaczenie Kazimierz Madela, Stary kapłan i żołdacy. Legendy Ziemi Zalewskiej, w Zapiski Zalewskie, nr 6/2004, s.40). Zaraza nie oszczędziła jednak kapłana, który uratował miasto przed grabieżą. Johannes Nebius zmarł 10 listopada 1710 r. Mieszkańcy Zalewa w podziękowaniu za ratunek pochowali dzielnego kapłana na honorowym miejscu w kościele pod ołtarzem. Obraz olejny przedstawiający Johannesa Nebiusa wisiał jeszcze do 1945 r. na północnej ścianie nawy kościoła w Zalewie, obok portretu Pesarowiusa.
Gottfried Albert Pauli był zalewskim proboszczem w latach 1709-1745, pełnił on także funkcje asesora Konsystorium Pomezańskiego.

Aktualnie portret Davida Pomiana Pesarowiusa można oglądać w Morągu! Jest on reprezentacyjnym eksponatem wystawy Sztuka Prus Książęcych XVI-XVIII wieku w Muzeum im. Johanna Gottfrieda Herdera w tym mieście - oddziale Muzeum Warmii i Mazur (II piętro). W sierpniu 2007r. poprosiłem panie pilnujące ekspozycje, o zgodę na zrobienie zdjęcia obrazu. Nie pozwolono mi, dlatego też mogę tylko zamieścić czarno białą reprodukcję K. Prokopowicza. Wiadomo, że powstał on w latach 1690-1693 w królewieckim środowisku artystycznym. Portret jest interesującym artystycznie obiektem malarstwa rodzimego (płótno olejne naklejone na deskę o wymiarach 200x118 cm). Zaznaczają się w nim wpływy sarmatyzmu. Dzieło to poddane zostało pełnej konserwacji w 1970r., opisane zostało też w literaturze naukowej (E., Celińska, K., Wróblewska, Nad ikonografią polskich pastorów ewangelickich, w: Komunikaty Mazursko-Warmińskie, nr 4/1969, s. 493.; E., Celińska, K., Wróblewska, Sztuka dawna w zbiorach muzeów województwa olsztyńskiego. Katalog wystawy z okazji dwudziestopięciolecia konserwacji muzealiów w województwie olsztyńskim czerwiec-listopad 1971r., Olsztyn 1971, s. 16 i 37 – 38).

Jest wielce prawdopodobne, że również zachowały się pozostałe dwa portrety pastorów zalewskich. Leżą zapewne gdzieś w magazynach Muzeum Warmii i Mazur i jak wiele eksponatów, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. Niepokoi fakt, że ich stan może być nie najlepszy.
Los zalewskich skarbów nie wzbudził jak dotychczas zainteresowania zalewian. Nie spowodowała tego z rozmachem obchodzona rocznica 700 lecia nadania praw miejskich, trzy lata temu (zasygnalizowano wtedy na łamach rocznicowej monografii Ziemi Zalewskiej ten temat). Również i dziś głucho na ten temat, pomimo, że dzieje miasta są tematem zainteresowania mieszkańców.
Wydaje się, że właściwym i docelowym miejscem eksponowania zalewskich dóbr kultury powinno być miasto nad Ewingi. Tymczasowo sprawę można byłoby rozwiązać, poprzez wykonanie reprodukcji przechowywanych gdzie indziej obrazów. W pierwszym rzędzie dotyczy to portretu Pesaraviusa. Moralny obowiązek powyższego ciąży na obecnym depozytariuszu tego portretu, to jest Muzeum Warmii i Mazur.
W tym miejsce wypada przypomnieć inne głośne próby rewindykacji zabytków w Polsce, w szczególności tryptyku Sąd Ostateczny, Hansa Memlinga z kościoła Marii Panny w Gdańsku (oryginał znajduje się w Muzeum Narodowym, a kopia obrazu w kościele).
Co o tym sądzicie? Pytanie kieruję w szczególności do mieszkańców i władz Zalewa. Może koledzy z Morąga, który szczyci się dziś tym dziełem sztuki, zabiorą w tej sprawie głos?

Pessaravius2.JPG
Plik ściągnięto 16428 raz(y) 96,52 KB

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 23 Lis, 2008 21:43   

Nieznany XVII-wieczny obraz z pałacu w Markowie na rynku aukcyjnym!

Dziennik Bałtycki z 29 października 2008r doniósł:
Historycy sztuki mówią, że sprawa jest interesująca, jeśli nie sensacyjna. Na rynku aukcyjnym w Europie pojawił się nieznany XVII-wieczny obraz ze szkoły flamandzkiej, przedstawiający wnętrze gdańskiej bazyliki Mariackiej ze słynnym "Sądem Ostatecznym" Hansa Memlinga na pierwszym planie.
- Ten obraz jest prawdopodobnie jedynym ukazującym, jak wyglądało przed czterema wiekami wnętrze bazyliki i jakie miejsce zajmował w niej ołtarz - mówi prof. Juliusz Chrościcki, kierownik Zakładu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, który podjął się dokładnego zbadania dzieła. - Można go jedynie przyrównać do siedemnastowiecznych malowideł przedstawiających kościoły w Antwerpii. Co ciekawsze, obraz nie jest wymieniany w literaturze przedmiotu!
Dzieło nieznanego mistrza, z tryptykiem Memlinga w roli głównej, należało przed wojną do właścicieli pałacu w Reichertswalde, dziś w Markowie koło Morąga.
Po 1945 roku trafiło do Galerie Moritzburg-Halle, skąd po długich staraniach zostało odzyskane przez potomków przedwojennych właścicieli. To oni zdecydowali o wystawieniu XVII-wiecznego obrazu do sprzedaży. Na rynku aukcyjnym wypatrzył go Mirosław Zeidler, zabytkoznawca, właściciel galerii w Gdańsku. O wyjątkowym dla bazyliki Mariackiej dziele Zeidler zawiadomił ks. infułata Stanisława Bogdanowicza.
- Nigdy nie miałem wątpliwości, że "Sąd Ostateczny" wisiał w bazylice przez 400 lat i właśnie tutaj jest jego miejsce - stwierdza ks. infułat Bogdanowicz. - Na pewno dobrze by było, żeby dokumentujący kilkaset lat historii flamandzki obraz także znalazł się w Gdańsku. Nas na wydanie kilkunastu tysięcy euro nie stać, musimy najpierw wyremontować kościół. Może jednak znajdzie się muzeum albo prywatny nabywca chętny do zainwestowania w sztukę. Warto.
Ksiądz infułat Bogdanowicz marzy o wybudowaniu tuż obok bazyliki Mariackiej muzeum dla "Sądu Ostatecznego". Uzupełnieniem ekspozycji mógłby się stać odkryty właśnie XVII-wieczny "obraz o obrazie".

bazylika_mariacka_199.jpg
Plik ściągnięto 16406 raz(y) 29,71 KB

 
 
Gdańszczanka 
Zwiedzacz


Wysłany: Nie 23 Lis, 2008 21:45   

http://www.marienburg.pl/viewtopic.php?t=4956



i jeszcze z Dziennika Bałtyckiego

http://gdansk.naszemiasto...adcd3a51bcbdc5d

cytuję:

Spotkanie obrazu z Bazyliką Mariacką
wczoraj
Fot. repr.

Niezwykłe wydarzenie szykuje się w poniedziałek w gdańskiej bazylice Mariackiej. Po 350 latach na jeden dzień zawita do niej XVII-wieczny obraz, przedstawiający wnętrze bazyliki ze słynnym "Sądem Ostatecznym" Hansa Memlinga na pierwszym planie.

- Będzie to jedynie krótka prezentacja obrazu , po której zostanie on przewieziony do Torunia - mówi Tomasz Korzeniowski, konserwator Bazyliki Mariackiej. - Tam zostanie on prześwietlony (liczymy, że dzięki temu poznamy autora) i odpowiednio zabezpieczony. Po miesiącu prawdopodobnie już na stałe wróci do Bazyliki.

O odkryciu na europejskim rynku aukcyjnym malowidła pochodzącego z ok. 1650 r. nasza gazeta - jako pierwsza - poinformowała w ostatnich dniach października. Jest to jedyne znane dzieło sztuki, przedstawiające najsłynniejszy gdański tryptyk "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga w miejscu, gdzie wisiał on przez 400 lat!

Przed wojną obraz należał do przed wojną do właścicieli pałacu w Reichertswalde, dziś w Markowie koło Morąga. Odzyskany przez spadkobierców z Galerie Moritzburg-Halle trafił na aukcję, gdzie wypatrzył go Mirosław Zeidler, zabytkoznawca, właściciel galerii w Gdańsku. O znalezisku zawiadomił ks. infułata Stanisława Bogdanowicza., który przyjął informację o odkryciu z dużym entuzjazmem. Niestety, ze względu na remont Bazyliki z żalem zrezygnował z zakupu. Po naszej publikacji na ten temat zgłosił się anonimowy sponsor - gdański przedsiębiorca, który zakupił obraz.

Podczas poniedziałkowej prezentacji, która rozpocznie się o godz. 11.00 prof. Juliusz Chrościcki, kierownik Zakładu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, który podjął się dokładnego zbadania dzieła przedstawi opinie zachodnich ekspertów oraz ustalenia, potwierdzające tezę, iż malarz rzeczywiście sportretował wnętrze gdańskiego kościoła.

I na koniec ważna informacja - gospodarze zapraszają na spotkanie obrazu z Bazyliką nie tylko dziennikarzy, ale także wszystkich zainteresowanych historią i sztuką mieszkańców Gdańska.
Dorota Abramowicz - POLSKA Dziennik Bałtycki


mam szczęście - mieszkam w Gdańsku :-)
_________________
...ze słońcem w kieszeni i chmurą gradową...
...i mściwym toporem krzyżackim....
Ostatnio zmieniony przez Gdańszczanka Nie 23 Lis, 2008 21:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Anrep 


Pomógł: 5 razy
Wysłany: Wto 25 Lis, 2008 22:09   

Ewingi napisał/a:
Zalewskie dobra kultury powinny powrócić do Zalewa


Wydaje się, że właściwym i docelowym miejscem eksponowania zalewskich dóbr kultury powinno być miasto nad Ewingi. Tymczasowo sprawę można byłoby rozwiązać, poprzez wykonanie reprodukcji przechowywanych gdzie indziej obrazów. W pierwszym rzędzie dotyczy to portretu Pesaraviusa. Moralny obowiązek powyższego ciąży na obecnym depozytariuszu tego portretu, to jest Muzeum Warmii i Mazur.
W tym miejsce wypada przypomnieć inne głośne próby rewindykacji zabytków w Polsce, w szczególności tryptyku Sąd Ostateczny, Hansa Memlinga z kościoła Marii Panny w Gdańsku (oryginał znajduje się w Muzeum Narodowym, a kopia obrazu w kościele).
Co o tym sądzicie? Pytanie kieruję w szczególności do mieszkańców i władz Zalewa. Może koledzy z Morąga, który szczyci się dziś tym dziełem sztuki, zabiorą w tej sprawie głos?


Właściwie trudno z tym dyskutować. Sztuka sakralna chyba najlepiej pasuje do kościołów, tym bardziej jeśli obiekty były z nimi związane.
Co do zwrotu obrazu przez Muzeum Warmii i Mazur to chyba nie ma takiej możliwości prawnej. Obraz pewnie był przejęty po 1945 roku jako mienie poniemieckie. Należy się cieszyć, że jest w Morągu, a nie np. Gdańsku. Tu przynajmniej związany jest z terenem, gdzie był eksponowany. Trochę szkoda, że muzeum w Morągu (jako placówka podległa Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie) niestety nie ma za główny cel gromadzenia pamiątek związanych z powiatem morąskim czy Oberlandem. Wyjazd do Olsztyna obrazów z tutejszych siedzib magnackich o tym świadczy :-/ Z drugiej strony olsztyńskie zbiory na tyle bogate, że w każdej wystawie tematycznej, coś z tych terenów się trafi.

Ważne jest gromadzenie informacji o takich eksponatach np. pochodzących z Zalewa by można było kiedyś pokusić się o zorganizowanie wystawy np. w Morągu (ze względów logistycznych Zalewo raczej odpada).

Jest jeszcze jeden problem z obrazem. Doszło po 1945 r. do zmiany konfesji kościoła, oryginał nie jest tu aż tak potrzebny. Kopia mogłaby wisieć w kościele, istnieje tylko problem sfinansowania. Znowu pewnie nie muzeum, ale jeśli znalazłaby się wola i pieniądze można znaleźć.

Pozdrawiam
_________________
Poszukuję informacji o dawnym powiecie Morąg
 
 
Mark 

Wysłany: Sro 26 Lis, 2008 01:23   

Witam. No to i ja swoje dwa grosze do tematu, zalewskich dóbr kultury,co to powinny wrócić do Zalewa.
Wtórując nieco Anrepowi, proponowałbym raczej cieszyć się z tego, że ocalały portret Pesaroviusa możemy oglądać w muzeum, a nie jak wiele obiektów sakralnych przepadł bez wieści, czy został zniszczony.

Cytat:
Jest wielce prawdopodobne, że również zachowały się pozostałe dwa portrety pastorów zalewskich. Leżą zapewne gdzieś w magazynach Muzeum Warmii i Mazur i jak wiele eksponatów, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. Niepokoi fakt, że ich stan może być nie najlepszy.


zamiast domniemywać radziłbym raczej sprawdzić po prostu w muzeum czy takowe sie tam "walają, marniejąc zapewne" tak dla ułatwienia:

Główny inwentaryzator Zbiorów Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie

-realizuje zadania związane z inwentaryzowaniem zbiorów muzealnych. Do szczególnych kompetencji Głównego Inwentaryzatora Zbiorów należy prowadzenie ksiąg inwentarzowych, nadzór nad magazynami muzealiów, prowadzenie inwentaryzacji i załatwianie spraw związanych z ruchem muzealiów. Główny Inwentaryzator pełni funkcję sekretarza Komisji Zakupu Muzealiów
Główny Inwentaryzator Zbiorów:
Ewa Siwczak

tel. (0-89) 527-95-96, w. 47
ach i doskonałą fotografię można otrzymać w muzealnym archiwum za kilka groszy, bo to raczej dyrekcja a nie panie pilnujące sal wystawowych zezwalają lub nie na robienie zdjęć oczywiście bez flesza prawda? ponieważ wszyscy dbamy o to co by nie zniszczyć obiektu. przy okazji coś mi się wydaje że owa Wróblewska, co to badała i jako jedyna wespół z Celińską opracowała w/w portret to wieloletnia wyśmienita historyk sztuki z tego niedobrego muzeum co to przywłaszczyło sobie zalewskie dobro!!!!


Cytat:
Moralny obowiązek powyższego ciąży na obecnym depozytariuszu tego portretu, to jest Muzeum Warmii i Mazur.

Pan wybaczy Panie Ewingi ale większej bzdury to ja dawno nie czytał.
Jaki obowiązek? jaki moralny? Jakim depozytariuszu????
jeśli muzeum jest depozytariuszem , to kto jest właścicielem???
Takim sposobem pojmowania własności to wszyscy jesteśmy depozytariuszami wszystkich dóbr sprzed 1945 roku. Począwszy od portreciuku na ścianie odziedziczonym po dziadku po dom, w którym nie jeden z nas mieszka.
Więc zamiast "uszczęśliwiać" zalewskiego księdza portretem pastora na ścianie kościoła (bo rozumiem miałby wrócić na swoje dawne miejsce, bo chyba nie do biblioteki czy domu kultury) proponowałbym się pocieszyć że ocalał, został zakonserwowany i opracowany i co najważniejsze jest przechowywany w optymalnych warunkach (temperatura, wilgotność, opieka konserwatorska) i nadal możemy popatrzeć na ten piękny portret i zastanawiać się nad treściami na nim zawartymi!!!!
Tak dla wyjaśnienia: Obiekt wpisany do inwentarza muzeum nie może być z niego wykreślony póki istnieje!!!
i jest niesprzedawalny, niewymienialny i nie jest niczyją prywatną własnością, a muzeum (od pań na salach, przez historyków sztuki po konserwatorów )ma obowiązek zapewnić mu optymalne warunki przetrwania.
Właśnie za sprawą ekspozycji takich portretów ( Pesarovius - Zalewo, Epitafium Dohnów - Morąg, Trescho - MIłakowo, Portret Albrechta Hohenzzolerna- Książnik)jest po części regionalnym,"oberlandzkim", wspólnym dla nas mieszkańców tej okolicy.

Cytat:
Trochę szkoda, że muzeum w Morągu (jako placówka podległa Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie) niestety nie ma za główny cel gromadzenia pamiątek związanych z powiatem morąskim czy Oberlandem. Wyjazd do Olsztyna obrazów z tutejszych siedzib magnackich o tym świadczy

Otóż jednym z głównych właśnie ma. Tyle tylko że aby być eksponowane muszą stanowić jakąś część posiadającą wspólną myśl- temat wystawy i oczywiście zostać odpowiednio opracowane i zakonserwowane.
Anrepie:) 22 lata eksponowania galerii portretu holenderskiego to mam wrażenie dość wystarczający okres, tym bardziej że nie ma co narzekać bo galeria ta jest nadal pokazywana tyle że w Olsztynie i to w dużo lepszej oprawie - POLECAM!!!, a w jej miejsce w Morągu nowa wystawa "Z herbem w tle. Portrety i kartusze herbowe szlachty pruskiej"- śmiem twierdzić dużo bardziej oberlandzka niż poprzednia. Ot i słów moich kilka Pozdrawiam
 
 
Andrew 

Pomógł: 4 razy
Wysłany: Sro 26 Lis, 2008 09:28   

Podpisuję się pod Twoją wypowiedzią Mark - pozdrawiam Andrew
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Sob 29 Lis, 2008 08:59   

Wypowiedź szanownego Mark’a skomentuję później.

Ewingi
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Sob 29 Lis, 2008 09:05   

Rembrandt w Starym Mieście?

Chciałbym ustosunkować się do informacji od dłuższego czasu już goszczącej na portalu Starego Dzierzgonia, a dot. kościoła pod wezwaniem św. Piotra i Pawła w Starym Mieście, wsi leżącej pomiędzy Starym Dzierzgoniem a Dzierzgoniem.

‘Najwcześniej, bo jeszcze w XVII wieku, od Kiersyt usamodzielniły się Prakwice (niem. Prokelwitz), które stały się siedzibą rodową von Wallenrodow. Von Wallenrodowie w ramach dominium uzyskali także wieś Myślice oraz Stare Miasto i przejęli patronat prywatny nad znajdującymi się tam kościołami gotyckimi. Przyczynili się do pięknego wyposażenia obu świątyń, podobno w Starym Mieście znajdował się nawet obraz Rembrandta wywieziony do Niemiec po 1945 roku przez ostatniego pastora’.


Na ten temat Rembrandta nie ma żadnych wiadomości w regionalnych wydawnictwach niemieckich. Nie chce się wierzyć, gdyby to było prawdą, aby fakt ten był utrzymywany w tajemnicy przez byłych niemieckich mieszkańców Altsatdt. Nie mniej, faktycznie mógł w tym kościele wisieć XVII wieczny obraz, sygnowany inicjałami Rembrandta. Mianowicie kilkanaście dni temu (16.11.2008) na portalu http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci ukazała się takowa notka:

‘Muzealnicy się rozczarowali: żaden ich "Rembrandt" nie jest prawdziwy.
Eksperci ostatecznie potwierdzili obawy Muzeum Państwowego w Schwerinie w Meklemburgii - w tamtejszej Kolekcji Holenderskiej nie ma ani jednego prawdziwego obrazu pędzla Rembrandta. Do takich wniosków doszło siedmiu historyków sztuki i konserwatorów z Holandii, Niemiec i USA, którzy obradowali w Schwerinie podczas weekendu. Żaden z ośmiu "Rembrandtów" z Kolekcji Holenderskiej nie okazał się oryginałem. W przypadku jednego obrazu - portretu starego człowieka - udało się ustalić autora. Był nim współczesny Rembrandtowi Jan Lievens (1607-1674), natomiast umieszczony na obrazie monogram Rembrandta - RHL - jest oczywistym fałszerstwem. Obrazy, których autentyczność zakwestionowali eksperci, książęta meklemburscy kupowali w XVIII wieku w najlepszej wierze jako dzieła słynnego Rembrandta Harmensza van Rijna.’

Można zatem wnioskować, że informacja z portalu Stary Dzierzgoń może odpowiadać prawdzie, aczkolwiek z powodu niepewności co do autentyzmu nie znalazł ten fakt odzwierciedlenie w literaturze przedmiotu i nie przedostał się do szerszej wiadomości. Rodzina Wallenrodów mogła zakupić obraz z inicjałami Rembrandta dla patronowanej prze siebie świątyni, nawet zdając sobie sprawę, że jest to falsyfikat. Dawniej, zapewne nie przyszło nikomu też do głowy, aby roztrząsać autorstwo niewielkiego jak można sądzić obrazu, wiszącego na ścianie kościółka wiejskiego

Więcej na temat dzieł sztuki w tym kościele: T. ChrzanowskiI, Kościół w Starym Mieście pod Dzierzgoniem pw. św. Apostołów Piotra i Pawła - emblematyka w służbie protestantyzmu, w: Sztuka Prus XIII-XIV wieku, Toruń 1994, s. 199-226, ale niestety nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z tą pozycją.
Warto byłoby też zajrzeć do A. Boettichera. Bau- und Kunstdenkmaler, t. III -Oberland, s. 7-8.

Może wiecie coś więcej na ten temat ‘Rembrandta’ ze Starego Miasta? Proszę też, jeżeli posiadacie, o zamieszczenie zdjęcia świątyni.

Na koniec opis Starego Miasta ks Jana Wiśniewskiego w: Kościoły i kaplice na terenie byłej diecezji pomezańskiej 1243-1821, Elbląg 1999, s.392-394.

‘STARE MIASTO (Altstadt) [filia parafii dekanalnej Dzierzgoń] — lokacji wsi dokonał komtur Guinter Arnstein z Dzierzgonia dnia 3 maja 1312 roku. Proboszcz otrzymał osiem włók ziemi — ... derselben vryen hubin hat der pfarrer achte und der schulthis vyre... — a to wskazuje na istnienie już wtedy kościoła parafialnego lub jego budowę w najbliższym czasie (na pewno można przyjąć ten czas jako terminus post quem. Kościół został zbudowany z cegły i kamienia polnego w północnej części wsi i otrzymał drewnianą wieżę. Świątynia była z trzech stron otoczona rzeką Dzierzgon. Dziesięcina proboszcza została powiększona przez dochody z kolejnych 10 włók, które 13 lipca 1353 r. otrzymał koło Starego Miasta Hannos Schreiber z Kraszewa (parafia Stare Pole). Do parafii staromiejskiej należał Przezmark, o czym świadczy fakt, że sołtys tej wsi otrzymał w 1404 r. dwie włóki proboszczowskie (staromiejskie), leżące przy granicy wsi Prakowice. Jednakże już w 1437 r. informowano, że proboszcz posiadał ponownie osiem włók kościelnych. Jednakże przed 1530 r. znów należało do niego tylko sześć włók. Parafia miała obsadzony urząd proboszczowski w 1. połowie XVI wieku. Już w 1546 r. wystąpił tutaj ewangelicki proboszcz Mateusz Lange. Jeszcze w czasie wizytacji w 1543 r. proboszcz tutejszy posiadał osiem włók, ale potem przejął je kościół w Dzierzgoniu, a parafia straciła samodzielność i była obsługiwana przez ewangelickiego proboszcza ze Starego Dzierzgonia. Parafia należała do protestanckiej diecezji morąskiej. W 1624 r. starosta sztumski Fabian Czema (zm. 1636 r.) przekazał drewno na odbudowę kościoła, szkoły i plebanii w Starym Mieście. Natomiast rodzina Wallenrodów — właściciele wsi Pachoły — posiadają w tym kościele herb, ponieważ byli patronami tej parafii w latach 1663-1736. W 1736 r. wieś wraz z Prakwicami kupił burgrabia Krzysztof Dohna, co ostatecznie przesądziło o protestanckim charakterze tych miejscowości. Warto dodać, że w Starym Mieście wbrew paktom bydgoskim zawartym w tej sprawie w 1657 r., książę urządził miejsce targowe (drugie było w Starym Dolnie), co spowodowało utratę dochodów targowych Dzierzgonia i Elbląga. W latach 1682-1688 protestanci z fundacji Johanna Ernsta von Wallenroda zbudowali, albo ściślej — gruntownie przebudowali istniejącą do dziś świątynię wraz z wieżą z 1684 roku. Wystrój wnętrza z ołtarzem głównym pochodzi z początków XVIII wieku. W 1796 r. zbudowano 12-głosowe organy, i które wyremontowano w 1862 roku. Ponieważ mieszkała tutaj znaczna liczba ludności polskiej w XVII—XVIII wieku nabożeństwa odprawiano po polsku. W czasie prac konserwatorskich, które przeprowadzono w 1938 r., odkryto deski z fragmentami malowideł ornamentalnych. Staraniem biskupa J. Glempa 30 grudnia 1981 r. wykupiono od Konsystorza Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w PRL nieczynny kościół ewangelicki w Starym Mieście. Już w 1948 r. ks. Rafał Godziński zabiegał o pozyskanie kościoła staromiejskiego na potrzeby kultu katolickiego. Po poświęceniu świątyni w 1981 r. przez biskupa Juliana Wojtkowskiego stała się ona filią parafii w Dzierzgoniu’.

Stare Miasto_wnetrze kosciola.jpg
Ołtarz w kościele w Starym Mieście, stan przed 1945r.(Zwischen Narien und Geserich, s.117)
Plik ściągnięto 16271 raz(y) 22,02 KB

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 07 Gru, 2008 10:24   

Zdjęcie świątyni w Starym Mieście. Pochodzi ze strony http://jurczak.net.pl/www...nu/koscioly.htm

Kosciol_Stare Miasto.JPG
Plik ściągnięto 13225 raz(y) 115,18 KB

 
 
Kumkacz1 

Pomógł: 6 razy
Wysłany: Nie 07 Gru, 2008 11:27   

Kilka zdjęć z ubiegłego roku

0001.JPG
Od zachodu
Plik ściągnięto 13212 raz(y) 42,7 KB

_________________
Kumkacz1
 
 
Kumkacz1 

Pomógł: 6 razy
Wysłany: Nie 07 Gru, 2008 11:29   

Widok od wschodu, z drogi do Dzierzgonia i fragment ściany południowej

0003.JPG
Plik ściągnięto 13212 raz(y) 32,31 KB

0002.JPG
Plik ściągnięto 13213 raz(y) 46,26 KB

_________________
Kumkacz1
Ostatnio zmieniony przez Kumkacz1 Nie 07 Gru, 2008 11:31, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Pią 02 Sty, 2009 00:09   

W sylwestrowej Wyborczej Wojciech Pastuszka, w artykule Oddajcie nasze zabytki!, pisze o staraniach państw - prawowitych właścicieli skarbów sztuki, o odzyskanie swoich własności. Problem jest złożony, jednak jakieś rozwiązanie tego problemu jest niezbędne.


Sto lat temu zbiory muzeów w bogatych krajach Zachodu rosły jak na drożdżach. Przywożono do nich całe skrzynie zabytków pozostałych po cywilizacjach Egiptu, Mezopotamii, Grecji, Iranu czy prekolumbijskiej Ameryki. Czasami wywożono je za zgodą miejscowych władz, które nie zdawały sobie sprawy z tego, jak cenne skarby wypuszczają z rąk, czasami po prostu przemycano. Teraz wielkie muzea muszą bronić się przed coraz liczniejszymi żądaniami zwrotu zabytków.

Najnowszą odsłoną w walce dawnych centrów cywilizacji o zagrabioną historię jest pozew złożony w grudniu przez Peru przeciwko amerykańskiemu Uniwersytetowi Yale. Lima żąda zwrotu ponad 40 tys. skarbów, które odkrywca Machu Picchu Amerykanin Hiram Bingham wywiózł ze słynnego miasta Inków. Zabytki co prawda opuściły Peru legalnie, ale miały być wypożyczone tylko na rok. Mimo upływu ponad 90 lat wciąż są w posiadaniu Yale.
Peruwiańczycy zaczęli domagać się ich zwrotu w 2006 r. Rok później zawarto ugodę. Yale zgodziło się oddać ok. 350 zabytków o wartości muzealnej i trochę pozostałych. Ugoda wywołała oburzenie części Peruwiańczyków. Padły oskarżenia o neokolonializm. Sytuacja zaostrzyła się, gdy wyszło na jaw, że zbiory Yale są liczniejsze, niż przypuszczano. W tej sytuacji Peru zerwało porozumienie i zażądało wszystkich zabytków.

Skarby z Machu Picchu to w większości potrzaskane skorupy naczyń oraz szczątki ludzi, które nie nadają się do muzealnych gablot. Podobne spory, choć na razie o mniejszym natężeniu, toczą się jednak o zabytki dużo bardziej spektakularne.

Londyn, Berlin, Moskwa

Najsłynniejszy konflikt dotyczy tzw. marmurów Elgina. Są to rzeźby wycięte w latach 1801-12 z ateńskiego Partenonu na polecenie brytyjskiego ambasadora w Turcji lorda Elgina. To jedne z najwspanialszych przykładów greckiej rzeźby. Część tych dzieł przypisuje się słynnemu Fidiaszowi. Wywiezione z należącej wtedy do Turków Grecji trafiły w końcu do British Museum i stały się jednym z największych skarbów tej instytucji.

Marmury z Partenonu są przedmiotem najdłuższej batalii o oddanie zabytków. Grecja pierwszy raz zażądała ich zwrotu już w 1833 r., trzy lata po odzyskaniu niepodległości. Ale British Museum pozostaje nieugięte. Jego zdaniem marmury usunięto za zgodą władz tureckich, więc trafiły do Londynu legalnie - choć potwierdzające to dokumenty budzą wątpliwości.

Kolejne słynne dzieło sztuki, o które toczy się spór, to wspaniałe popiersie królowej Nefretete odnalezione w 1912 r. w Tell el-Amarna, dawnej stolicy Egiptu. Niemieccy archeolodzy wywieźli je do Berlina. Ich zdaniem - za zgodą tureckich władz, które uznały rzeźbę za mało wartościową. Egipcjanie twierdzą jednak, że Nefretete po prostu przemycono. Władze Egiptu pierwszy raz zażądały jej zwrotu już w latach 30. XX wieku, ale Hitler je wyśmiał. Niedawno kolejny raz zapowiedziały walkę o rzeźbę.

Niemcy jednak ani myślą oddać królową, gdyż uznają ją za symbol berlińskiego Altes Museum. Faktem jest, że to niezwykle znane popiersie przyciąga do muzeum ogromne tłumy i przynosi fortunę ze sprzedaży reprodukcji. W ubiegłym roku Niemcy nie zgodzili się nawet wypożyczyć jej na wystawę do Egiptu. Oficjalnie stwierdzili, że jest zbyt delikatna, by podróżować. Jednak zdaniem wielu prawdziwym powodem były obawy, że Egipcjanie nie wypuściliby już królowej z powrotem.

Egipcjanie walczą też o wiele innych zabytków, a wśród nich o przechowywany w British Museum słynny kamień z Rosetty, który posłużył do odcyfrowania egipskich hieroglifów.

Jedna z najbardziej skomplikowanych spraw dotyczy tzw. skarbu Priama, czyli zbioru wyrobów ze złota, srebra i brązu, które Heinrich Schliemann znalazł w 1870 r. w ruinach Troi. Niemiec wywiózł je z Turcji nielegalnie i podarował muzeum w Berlinie. Podczas drugiej wojny światowej skarb zniknął. Dopiero w 1993 r. świat dowiedział się, że zabytki są w Moskwie. Teraz ich zwrotu chcieliby zarówno Turcy, jak i Niemcy.

Turcy chcą i nie chcą Krezusa

W ostatnich latach żądania zwrotu zabytków są coraz częstsze. Wiele krajów dostrzegło, że skarby przeszłości to świetny interes. Zarabia się nie tylko na reprodukcjach, ale również na turystach.

Wielkie muzea Europy Zachodniej i USA bronią się, jak mogą, ale często muszą skapitulować, gdy okazuje się, że zabytki pochodziły z nielegalnych źródeł. Broniąc się, często powtarzają, że Egipt, Grecja czy Peru nie są w stanie zapewnić zabytkom odpowiednich warunków. Dlatego Grecy zbudowali w Atenach supernowoczesne muzeum, w którym jest specjalna sala na marmury z Partenonu. Egipcjanie budują podobne w Kairze, a Peruwiańczycy chcą zbudować taki budynek w Cuzco.

Dwa lata temu życie dostarczyło Zachodowi doskonałego argumentu. W latach 1987-93 muzealniczy świat żył wojną Turcji ze słynnym nowojorskim Metropolitan Museum of Art. Zażarty bój toczył się o tzw. skarb Krezusa, władcy, który rządził w VI w. położoną w dzisiejszej Turcji Lidią. Ostatecznie Amerykanie przyznali, że wiedzieli, iż kupują go z nielegalnego źródła, i zgodzili się oddać skarb. Turkom zabrakło jednak pieniędzy na jego zabezpieczenie. Zabytki trafiły do maleńkiego muzeum w U ak.

W 2006 r. okazało się, że złote przedstawienie mitycznego hippokampa - najcenniejszy zabytek skarbu - znikło, a w jego miejsce podłożono kopię. Turecka policja aresztowała 10 osób, w tym dyrektora placówki. Kontrola w innych obiektach wykazała, że nie był to jednostkowy przypadek. Z jednego znikło ponad 500 rzadkich perskich monet. Kradzieży nie ustrzegło się też słynne muzeum w pałacu Topkapi w Stambule, które straciło w niejasnych okolicznościach ponad 40 zabytków. Co więcej, okazało się, że przez 5 lat muzeum w U ak odwiedziło ledwie 769 osób. Nowojorskie Met ma każdego dnia ponad 20 razy więcej gości.

W sporach o zabytki nie ma więc łatwego rozstrzygnięcia. Sensowne rozwiązanie zaproponowała Sharon Waxman. W wydanej kilka tygodni temu książce "Grabież: bitwa o skradzione skarby starożytnego świata" napisała: "Jedyną realistyczną drogą jest współpraca biednych, ale bogatych w dziedzictwo państw z uprzemysłowionymi narodami, które mają pieniądze i doświadczenie konieczne do zachowania tego dziedzictwa".

Problem w tym, że przez blisko dwa stulecia bogate państwa bez pardonu okradały biednych z ich historii, więc poziom nieufności i lista krzywd są całkiem spore.

Oddajcie nasze zabytki.jpg
Plik ściągnięto 13066 raz(y) 35,35 KB

 
 
Aida 
Homeisterynn


Pomogła: 7 razy
Wysłany: Pią 02 Sty, 2009 01:13   

Ciekawe jak to wygląda w przypadku np. Ermitażu, bo o Berlinie i Partenonie to wiedziałam, ale nie wiem, czy z Ermitażem też ktoś przeprowadzał takie transakcje?
_________________
z wiatrem ale pod prąd!
Ludzka praca naprawia skutki ludzkich błędów.
 
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Czw 05 Sie, 2010 20:02   

W jednym z pierwszych postów otwierających ten temat pożaliłem się, iż nie zezwolono mi w muzeum w Morągu, wykonać zdjęcia XVII wiecznego portretu pastora polskiego Davida Pomiana Pesarowiusa, wiszącego, przed 1945r. w zalewskim kościele. Jeden z szanownych Forumowiczów tak to wtedy skomentował: „doskonałą fotografię można otrzymać w muzealnym archiwum za kilka groszy, bo to raczej dyrekcja a nie panie pilnujące sal wystawowych zezwalają lub nie na robienie zdjęć oczywiście bez flesza prawda? ponieważ wszyscy dbamy o to co by nie zniszczyć obiektu”. Aha, mój aparacik posiadał tryb „muzeum”.
Dziś z satysfakcją przeczytałem artykuł Doroty Wodeckiej w Wyborczej pod tyt. Zakazuje się zakazywać. Kilka jego fragmentów (pełny tekst znajduje się pod adresem: http://wyborcza.pl/1,7684...?as=1&startsz=x ):

….Norbert Wojnarowski zwiedził z córkami kilka muzeów na świecie. W British Museum nikt go nie skrzyczał za robienie zdjęć eksponatom z Egiptu czy Mezopotamii. W londyńskiej National Gallery też nie. Do woli można nie tylko patrzeć na "Madonnę ze skał" Leonarda, ale i zbliżyć aparat fotograficzny nawet na kilka centymetrów od płótna. Podobnie w Watykanie.
W Lidzbarku Warmińskim już tak miło nie było. - Nawet nie pamiętam, co chciałem sfotografować. Jakąś bzdurę. Ale obsługa kazała mi kupić dodatkowy bilet. Dlaczego nie można fotografować? Przecież zbiory nie są własnością muzeum, tylko jako dobro narodowe należą i do mnie - mówi Wojnarowski, którego pogoniono z aparatem również z Pałacu Branickich…..
…Jacek Krywułt, turysta i pasjonat fotografii, zna większość polskich muzeów. - W jednych wskażą ci palcem na detal, który warto sfotografować, w drugim biegną za tobą z drugiego piętra i krzyczą: "Nie wolno robić zdjęć!". W Pińczowie bez problemu, w Ostrołęce atmosfera jak w domu, w Nieborowie portier mówi: "Zrób pan zdjęcie", na Górze św. Anny zapalają światło do zdjęcia. Ale w Łodzi w Pałacu Poznańskich aparat trzeba zostawić w szatni, w Wilanowie każą sobie kupić album, a w Legnicy czy w Chrzanowie, gdzie nie ma nic wyjątkowego, bronią się przed aparatami. W Brzegu gonią za człowiekiem, a na Wawel z aparatem nawet nie wejdziesz - wylicza. - Rozumiem zakaz dla "Damy z łasiczką". Ale, na litość boską, dla amonitów, których w każdym muzeum pełno? Dla mebli?!..
Jak sprawdziliśmy, w Krakowie "Damę z łasiczką" Leonarda da Vinci turysta może fotografować za darmo.
- To standard, do którego polskie muzea powinny dorastać. Czerpiemy wzorce z najlepszych muzeów świata, gdzie nikt nie robi problemów z robienia zdjęć. Jedną z misji muzeów jest otwartość na turystów, trzeba być im przyjaznym - mówi Katarzyna Bik, rzeczniczka prasowa krakowskiego Muzeum Narodowego….
…Michał Kosiarski jest 33-letnim aplikantem radcowskim, który raz a dobrze chciał wyjaśnić, czy dyrektorom polskich muzeów wolno zakazywać robienia zdjęć, czy nie.
Wziął na warsztat kodeks cywilny, ustawę o muzeach, o prawie autorskim, o ochronie konkurencji i konsumentów i siadł do internetu. Wklepał w wyszukiwarce trzy słowa: muzeum, regulamin, fotografowanie.
- Szukałem miejsc, gdzie robienie zdjęć jest uzależnione od zgody dyrektora. Nie chciałem składać pozwu przeciwko Wawelowi, bo już wyobrażałem sobie piekło, które by się rozpętało, gdyby krawaciarz z Warszawy pozwał polską ikonę. Miałbym przeciwko sobie największe kancelarie krakowskie. Uznałem, że ten sam cel osiągnę, znajdując sobie słabszego przeciwnika - opowiada.
Pozwał Muzeum Regionalne im. Dzieci Wrzesińskich we Wrześni, gdzie dyrektor zarządził, by za fotografowanie płacić 5 zł.
Prawnik uzasadniał, że to zarządzenie jest sprzeczne z polskim prawem. Bo:

* muzea mogą żądać pieniędzy, ale tylko za udostępnianie zbiorów do celów innych niż zwiedzanie;

* zakaz fotografowania godzi nie tylko w interes ekonomiczny konsumenta, który płaci za coś, za co nie powinien, ale też wywołuje uczucie przykrości i zawodu, gdy jest traktowany w niekorzystny dla siebie sposób;

* nie można uzależniać spełnienia świadczenia tylko od woli jednej ze stron, która ma prawo dokonywania wiążącej interpretacji regulaminu. To oznacza, że nie może od dyrektora muzeum zależeć to, komu pozwolić robić zdjęcie, a komu nie;

* fotografowanie przez turystę nie narusza praw majątkowych właścicieli muzealnych obiektów. Zgodnie z prawem autorskimi zwiedzający ma prawo do tzw. dozwolonego użytku prywatnego i publicznego sfotografowanego przedmiotu. To znaczy, że dla własnych, niekomercyjnych celów może je przetwarzać i rozpowszechniać.

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie 5 marca przyznał Kosiarskiemu rację. Wyrok się uprawomocnił.
Dyrektor Petrus komentuje: - Ten wyrok może doprowadzić do absurdu, bo muzea, którym ustawa nakazuje chronić zabytki, będą te szczególnie cenne chronić w magazynach.

Kilka regulaminów zmienionych

Michał Kosiarski ma nadzieję, że w te wakacje turyści z aparatami nie będą przeganiani z muzeów. Zakaz fotografowania umieszczony został w rejestrze klauzul niedozwolonych UOKiK i opublikowany 25 maja (nr 1945).
Gdyby jednak robienie zdjęć (bez flesza) wciąż było zakazane, zwiedzający mają dwa wyjścia. Złożyć skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów albo wystąpić do sądu o zwrot bezprawnie pobranych przez muzeum opłat.
Ministerstwo Kultury oświadczyło już, że w muzeach zdjęcia robić można i nie wolno za to brać pieniędzy. Kolejne muzea zmieniają swoje regulaminy. Muzeum we Wrześni również….

Szkoda, że będąc w tym roku znowu w Morągu, nie zaszedłem do muzeum, aby w końcu uwiecznić wspaniale odrestaurowany portret pastora z mojego rodzinnego miasta. Mam nadzieję , że tam już obowiązuje ten światowy standard., o którym wspomina pani Blik z Muzeum Narodowego Krakowie.
Nie omieszkam tego jednak sprawdzić za rok!

Leeds Castle_08.2009.JPG
Zdjęcie wykonane w zamku Leeds, w sierpniu 2009r.
Plik ściągnięto 156 raz(y) 52,54 KB

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Sob 11 Wrz, 2010 23:48   

Co się stało ze skarbami Finckensteinów z Grabowca / Buchfelde?


Wiele się mówi o losach skarbów rodziny Finckensteinów, ukrytych przed nadejściem Rosjan w 1945r., podobno w podziemiach szymbarskiego zamku i prawdopodobnie wydobytych krótko po wojnie, w bardzo zagadkowych okolicznościach. Kilka kilometrów od zamku w Szymbarku, swojego miejsca urodzenia, zakupił posiadłość w Grabowcu / Buchfelde nad uroczym leśnym jez. Piotrowskim, w 1939r. znany wschodniopruski pisarz i poeta, hrabia Ottfried v. Finckenstein. Wątek dotyczący tego pisarza, autor prowadzi po adresami: http://www.marienburg.pl/viewtopic.php?t=7931 i http://dervish.wsisiz.edu...read.php?t=2118 .
Dzięki synowi pisarza, hr. Ottfriedowi v. Finckenstein jr., posiadam wspomnienia jego mamy, hr. Evy v. Finckenstein, wydane pod tytułem Wer nicht kann, was er will, soll wollen, was er kann (Kto nie potrafi osiągnąć tego, czego pragnie, powinien pragnąć tego, co potrafi), w Ottawie, w 1992r., dwa lata przed jej śmiercią. Fragment poświecony jest również czasom wschodniopruskim, a przede wszystkim Grabowcowi, gdzie rodzina pisarza spędziła cały okres wojny. Przetłumaczenia stron wspomnień dot. tego okresu, podjął się dr Kazimierz Madela, który udostępnił mi swoją roboczą wersję. Bardzo mu za to dziękuję.
Jak prawie każda wówczas rodzina ziemiańska i inteligencka, także Finckensteinowie z Grabowca, posiadali w swoim domu cenne rzeczy. Żona hrabiego, sprowadziła tutaj z Berlina, spuściznę po swoich rodzicach, którzy już nie żyli. W szklanej szafie, w jadalni, trzymano srebrne sztućce, między innymi 67 widelców. Po ojcu, historyku sztuki, odziedziczyła ona małe obrazy olejne Giotta malowane na drewnie i kilka obrazów z XV w. Giotto di Bondone (1266-1337) był włoskim malarzem i architektem, najwybitniejszym przedstawicielem XIV w. sztuki włoskiej. Działał we Florencji, Asyżu, Rzymie, Padwie, Neapolu i Bolonii. Od 1334 prowadził budowę dzwonnicy przy katedrze florenckiej, był autorem licznych fresków i obrazów sztalugowych. Do najważniejszych jego dzieł należą: freski w kaplicy Scrovegnich w Padwie, w kościele Santa Croce we Florencji oraz w bazylice św. Franciszka w Asyżu. Antycznymi meblami po jej rodzicach, umeblowano ujmująco rybaczówkę. Poza tym, ich przyjaciele z Berlina, przesłali do wschodniopruskiej samotni pisarza w Grabowcu, celem zabezpieczenia przed bombardowaniami, swoje najbardziej wartościowe rzeczy. Ale przyszła w końcu ta mroźna styczniowa noc w 1945r. Hrabia, służąc w armii, który od niedawna stacjonował w pobliskiej Iławie, zjawił się niespodziewanie w domu, o godz. 2 w nocy, ich wcześniej zarekwirowanym przez wojsko małym samochodem DKW. Trzeba było natychmiast uciekać, nie było więc czasu na pakowanie czegokolwiek. Zdążono tylko ciepło się ubrać na drogę. Jednocześnie rozkazano służbie, staremu mężczyźnie i dwóm dziewczynom, zaprząc konie do wozu i dołączyć do tworzonej kolumny uciekinierów z Piotrkowa. Były kłopoty z uruchomieniem auta w prawie trzydziestodniowym mrozie. Trzeba go było wziąć na zapych. Rola ta przypadła hrabinie, gdyż jej mąż siedział przy kierownicy. Było wtedy bardzo ślisko. Będąc w brzemiennym stanie przewróciła się i dopiero na kolanach udało się jej odpowiednio popchnąć auto, które w końcu ruszyło. Wtedy sobie uświadomiła, że mogła poronić. Udało im się dotrzeć DKV do Iławy, gdzie czekał na nich przygotowywany do ucieczki samochód wojskowego. Wtedy już było powszechnie wiadomo, że front został przełamany i wróg zajmował już całe Prusy. Niedaleko za ich wsią było zresztą słychać łoskot gąsienic rosyjskich czołgów.
W odkrytej ciężarówce wojskowej, w małej grupie: hrabina z mężem i jedenastoletnim synem, otulonych tylko w koce, kapitanem z żoną i dwudziestoletnią córką, leutnantem i siedmioma albo ośmioma żołnierzy, w ostatniej chwili, opuszczano Iławę. Po długotrwałej podróży, dotarto w końcu do Szczecina, a stamtąd małżonka hrabiego i syn udali się już pociągiem w głąb Niemiec.
Niestety całe cenne wyposażenie domu, rodzinna biżuteria i skarby sztuki, które zostały w Grabowcu przepadły. Hrabina czyniłam sobie potem przez długi czas zarzuty, że przecież mogła we właściwym czasie wszystko to uratować, a przede wszystkim biżuterię matki. Ale nawet w najczarniejszych koszmarach nie obawiano się nadejścia Rosjan. A wypadki potoczyły się tak szybko, że najważniejsze było już tylko ratowanie własnego życia. Przed Rosjanami nie udało się natomiast uciec służbie Finckensteinów. Jedna ze służących została zgwałcona przez Rosjan i urodziła potem „ruskie” dziecko.
Czy ktokolwiek jest w stanie, choćby częściowo, odpowiedzieć na postawione na początku pytanie?

W zał. okładka wspomnień hrabiny oraz reprodukcja obrazu Giotto di Bondone Sen Joachima

Wer nicht kann_okl.jpg
Plik ściągnięto 142 raz(y) 40,89 KB

Wer nicht kann_okla.jpg
Plik ściągnięto 145 raz(y) 63,32 KB

Giotto_Sen Joachima.jpg
Giotto di Bondone, Sen Joachima
Plik ściągnięto 151 raz(y) 52,1 KB

Ostatnio zmieniony przez Ewingi Sob 11 Wrz, 2010 23:52, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Czw 28 Paź, 2010 21:48   

Niemcy oddali łupy Sowietów

Pod takim tytułem dzisiejsza Rzepa poinformowała o odzyskaniu z Berlina przez Gdańskie Muzeum Narodowe sześciu płócien zagrabionych w czasie wojny (http://www.rp.pl/artykul/15,555567-Niemcy-oddali-lupy-Sowietow-.html ). Wśród tych płócien znajduje się obraz urodzonego w Zalewie malarza Otto Brausewettera pod tytułem Wieczorne spotkanie malarzy u Stoddarta w Gdańsku (zdjęcie w załączeniu). Na trop obrazów wpadli sami gdańscy muzealnicy, wertując katalog dzieł sztuki wydany przez Fundację Dziedzictwa Pruskiego. Najprawdopodobniej obrazy zostały zrabowane przez Armię Czerwoną w 1945 r. i oddane w depozyt berlińskiemu muzeum. Rozpoczęły się żmudne negocjacje na temat zwrotu tych dzieł. W końcu Niemcy uznali argument, że należały one do Wolnego Miasta Gdańska, które zgodnie z prawem międzynarodowym nie wchodziło w skład ówczesnych Niemiec, lecz było osobnym podmiotem prawa międzynarodowego. Zgodzili się też z argumentem miejsca pochodzenia – dzieła te były związane z Gdańskiem, wszak obrazy wyszły spod pędzla tamtejszych malarzy. Szczegóły porozumienia z niemiecką fundacją nie są publicznie znane. Obrazy do Gdańska wróciły wczoraj. Nie są w najlepszym stanie, więc muszą zostać poddane konserwacji. W przyszłym roku będzie można je włączyć do galerii malarstwa gdańskiego i udostępnić szerokiej publiczności.
Więcej o Otto Brausewetterze (1835-1904) znaleźć można w monografii K. Skrodzkiego, Dzieje Ziemi Zalewskiej, Zalewo 2005 i na Sercu Mazur (http://www.sercemazur.pl/ ).

Brausewetter_Wieczorne spotk. malarzy u Stoddarta w Gdansku.jpg
Plik ściągnięto 133 raz(y) 85,82 KB

 
 
zapała 

Pomógł: 8 razy
Wysłany: Pią 29 Paź, 2010 08:33   

Eh ... , że też nie mogli sobie darować tych naciąganych wywodów :-) tak jakby MNG było następcą prawnym przedwojennego muzeum miejskiego, chyba że jest :-) , a samo muzeum powstało w czasie WMG a nie rządów Prus. "Tak czy siak" dobrze, że coś ciekawego mu "kapnęło".
 
 
starykot 


Wysłany: Nie 31 Paź, 2010 01:50   

Pewnie, że dobrze. Znasz jakiś akt prawny likwidujący niezależny podmiot prawa międzynarodowego - Wolne Miasto Gdańsk? :shock:
_________________
Lubię tu wpadać
 
 
zapała 

Pomógł: 8 razy
Wysłany: Nie 31 Paź, 2010 08:20   

starykot napisał/a:
Pewnie, że dobrze. Znasz jakiś akt prawny likwidujący niezależny podmiot prawa międzynarodowego - Wolne Miasto Gdańsk? :shock:


A był jakiś ? bo może coś mi umknęło :-/ . Możesz spróbowac wywieśc że WMG nadal w związku z tym istnieje albo że PRL było jego prawnym następcą - to byłby ciekawy przyczynek w międzynarodowym prawie publicznym :roll:
 
 
StormChaser 
Administrator
Łowca...



Pomógł: 25 razy
Wysłany: Nie 31 Paź, 2010 13:55   

Zdaje się, ze była Uchwała Senatu WMG
_________________
"Cmentarze można zburzyć, pamięci zniszczyć nie sposób”

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Sob 05 Lis, 2011 00:33   

Gdzie jest kareta Piłsudskiego?

Latem tego roku, w trakcie eskapady z kolegą po Oberlandzie odwiedziliśmy Plękity (Plenkitten), dawne założenie dworsko-parkowe z rozległym podwórzem gospodarczym, położone niedaleko Zalewa. Zachwycił nas piękny widok, taki typowo oberlandzki, na okoliczne pola. Zaryzykowaliśmy i weszliśmy na teren gospodarstwa, którego nazwa i nazwisko właścicieli, nie tak dawno jeszcze często pojawiało się na łamach prasy, w związku ze zniknięciem z trzech narodowych funduszy inwestycyjnych 50 mln zł. Pan W., pomimo zapytania, grzecznie, ale stanowczo nas wyprosił nie pozwalając na zwiedzenie. Udało się jednak wykonać parę fotek budynków. W 1949r. w Plękitach utworzono Stadninę Koni, w której hodowano głównie konie rasy półkrwi angielskiej. Jeden z długotrwałych dyrektorów stadniny, Ryszard Witoszyński, zgromadził tutaj interesującą kolekcję starych powozów i bryczek, dorównującą tej z Łańcuta. Co się potem z nią stało opisano w załączonym artykule z Gazety Wyborczej z października 1997r.

Plekity_kareta4.jpg
Plik ściągnięto 8942 raz(y) 82,48 KB

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Pią 13 Kwi, 2012 18:59   

Polecam do obejrzenia i wysłuchania ciekawego wykładu kolegi Pawła Adamczyka z Morąskiego Bractwa Historycznego "MAWRIN" w TV Morąg http://www.youtube.com/wa...U&feature=share o zbiorach bibliotecznych z Królewca, ulokowanych przed zakończeniem drugiej wojny światowej w pow. morąskim (zob. też pierwszy post w tym wątku).
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 01 Lip, 2012 14:57   

W przedostatnim numerze (nr 1(7) 2012) kwartalnika Prowincja, wydawanego w Sztumie, znajduje się artykuł Andrzeja Czaplińskiego pt Kościół w Starym Mieście. Ciekawe czy autor wspomniał o tamtejszym "Rembrancie".
 
 
Hagedorn 
Administrator



Pomógł: 28 razy
Wysłany: Nie 01 Lip, 2012 15:12   

Ewingi napisał/a:
Ciekawe czy autor wspomniał o tamtejszym "Rembrancie".

wspomina, a jakże! i o Rembrandtcie i o niejakim... Ewingi! :hihi:
_________________

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Pon 25 Lut, 2013 21:00   

Szwecja powinna zwrócić nam zrabowane podczas potopu archiwa 
i biblioteki, m.in. Bibliotekę Królewską. Nie ma jednak kto wydać w tej sprawie wyroku

Szwecja zobowiązała się do tego w art. VII i IX zawartego w 1660 r. pokoju oliwskiego. Traktat, pod którym widnieje podpis szwedzkiego kanclerza Bengta Oxenstierny, wciąż obowiązuje. Zgodnie z jego postanowieniami zwrot polskich książek i archiwaliów miał nastąpić w ciągu trzech miesięcy od ratyfikacji. Po 353 latach wciąż znajdują się one jednak w szwedzkich archiwach i bibliotekach, w tym m.in. w Uppsali.

Więcej w weekendowej Rzepie z 23-24.01.2013 http://prawo.rp.pl/artyku...XZkNVI.facebook
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group