Marienburg.pl Strona Główna Marienburg.pl
Nasze Miasto, Nasza Pasja...

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 

Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce dotyczącej "cookies"


Poprzedni temat «» Następny temat
OSOBY ZASŁUŻONE DLA MIASTA MALBORKA
Autor Wiadomość
StormChaser 
Administrator
Łowca...



Pomógł: 25 razy
Wysłany: Sob 27 Gru, 2008 11:30   

lukaszmbnp napisał/a:
Ciekawe czy można nadac pośmiertnie to odznaczenie, bo wtedy można by wnioskowac o nadanie takiego odznaczenia śp. p. dr Jadwidze Obodzińskiej - Król i księdzu kanonikowi Feliksowi Sawickiemu...
skoro można chórowi... Działaj, znajdź radnego...
_________________
"Cmentarze można zburzyć, pamięci zniszczyć nie sposób”

 
 
konto_usunięte
[Usunięty]

Wysłany: Sob 27 Gru, 2008 11:40   

Jeżeli nie ma w regulaminie takiego wykluczenia :hihi:
 
 
lukaszmbnp 
alchemik


Wysłany: Sob 27 Gru, 2008 11:48   

Te osoby, są według mnie jak najbardziej warci uznania...
_________________
Ego sum via et veritas et vita...
 
 
 
argus 


Pomógł: 4 razy
Wysłany: Sob 27 Gru, 2008 12:59   

Nie popadajmy w paranoję, gdyż po zacnych, zasłuzonych dla Malborka ludzi zaczniemy sięgać nawet do okresu średniowiecza (a byłoby w kim wybierać) :-)
Niech jednak żyjący radują się tym tytułem, co nie znaczy, że umniejszam rolę wsaniałych mieszkańców miasta, którzy już odeszli na zawsze.
 
 
lukaszmbnp 
alchemik


Wysłany: Sob 27 Gru, 2008 13:04   

Argusie masz racje, ale te dwie osoby żyły w okresie powojennym i ramy tego okresu mogłyby byc niejako ujmowane. A w przypadku księdza Sawickiego to nie było przed 89 rokiem jakby fizycznej moż]liwości przyznania mu tego tytułu, bo przecież komchy księdzu by nie przyznal raczeji...
_________________
Ego sum via et veritas et vita...
 
 
 
StormChaser 
Administrator
Łowca...



Pomógł: 25 razy
Wysłany: Sob 27 Gru, 2008 17:01   

lukaszmbnp napisał/a:
A w przypadku księdza Sawickiego to nie było przed 89 rokiem jakby fizycznej moż]liwości przyznania mu tego tytułu, bo przecież komchy księdzu by nie przyznal raczeji...
Tytuł przyznawany jest od 2003 r.
_________________
"Cmentarze można zburzyć, pamięci zniszczyć nie sposób”

 
 
lukaszmbnp 
alchemik


Wysłany: Sob 27 Gru, 2008 20:11   

Niewiedziałem, ale za PRL też chyba przyznawali...
_________________
Ego sum via et veritas et vita...
 
 
 
MrKłosik 
Mistrz
Inwestycji


Pomógł: 3 razy
Wysłany: Sob 21 Lut, 2009 09:52   

Leszek Witkiewicz ;-)

http://malbork.naszemiast...nia/963621.html

Cytat:
Opowieść o Leszku, czyli malborskim "Małym Rycerzu"

Osiągnięciami, medalami i odznaczeniami malborczyka, Leszka Witkiewicza, można by obdzielić kilka biografii. Nauczyciel, dyrektor szkoły, harcerz. Również wieloletni radny. Koleżanki i koledzy z samorządowej ławy nie szczędzą mu pochwał. Nawet ci, którzy mają odmienne poglądy polityczne.

Nie ma majestatu wielkości, a cieszy się autorytetem. Nie ma potężnej postury, a ma siłę Bohuna. Nie posiada szabelki, a walczy skutecznie. Jego moc tkwi w sposobie przekonywania i trafnej argumentacji. Nie walczy dla siebie, lecz służy innym. - Można go skojarzyć z panem Wołodyjowskim. Jak ulał, pasują do niego słowa Sienkiewicza: "Kto w sobie słońce nosi, ten zdoła od razu wszystkich ogrzać". Zaraża swym optymizmem i wesołością - tak Anna Danuta Groszkowska-Wróbel charakteryzuje Leszka Witkiewicza, znanego malborskiego pedagoga, samorządowca, harcerza i dawnego działacza PZPR.

***

Urodził się w Łowiczu 14 września 1928 roku. Ojciec jego, Witold, pochodził z Kresów Wschodnich (Horodziej, pow. Nieśwież - dziś Białoruś). I dlatego w 1935 roku przenieśli się do Wołkowyska. - Tam przeżyłem trzykrotne przejście frontu wojsk w latach: 1939, 1941, 1944 i tyleż samo razy doświadczyłem życia okupacyjnego. Pierwsza była okupacja sowiecka (1939-41), druga - niemiecka (1941-44) i ponownie sowiecka (1944-45). W sierpniu 1945 r. moja rodzina skorzystała z tzw. repatriacji, choć powinna nazywać się ekspatriacją, czyli wyjściem z ojczyzny. Przyjechaliśmy na tzw. Ziemie Odzyskane. Stacją docelową naszego transportu miał być Kwidzyn. W czasie postoju na dworcu w Malborku spotkaliśmy nauczyciela geografii z Wołkowyska, Eugeniusza Sawkę. Tenże przekonał mojego ojca do osiedlenia się w tym mieście, gdyż rozpoczął się rok szkolny, a w miejscowym gimnazjum i liceum nie było nauczyciela matematyki. I tak Malbork, miasto dotąd znane mi z powieści H. Sienkiewicza, mojego ulubionego pisarza, stało się moją ,,małą ojczyzną". Jest mi bliższe niż rodzinny Łowicz czy Wołkowysk, gród moich młodzieńczych lat. Miałem propozycję zamieszkania w Szczecinie, Gdańsku i Elblągu. Wszystkie odrzuciłem - opowiada.

***

Rodzina Witkiewiczów wzajemnie otaczała się aurą serdeczności, wyrozumiałości i tolerancji. Ojciec Witold był cenionym nauczycielem matematyki. Do dziś we wspomnieniach starszego pokolenia jest obecny i podziwiany. Matka w trudnych latach powojennych pracowała w handlu. Państwo Witkiewiczowie, oprócz Leszka, mieli jeszcze córkę Halinę i syna Witolda - Zbigniewa.
- Trudno określić, kto był guru w naszym domu. Ojciec - stateczny, zrównoważony, wymagający, był dla mnie niekwestionowanym autorytetem. Matka natomiast tworzyła nastrój ciepła, troskliwości i pobłażliwości. Wybaczała nam wszystko i zawsze - podkreśla z uśmiechem.

Leszek Witkiewicz klimat serdeczności stworzył swoim dzieciom, wnukom i prawnukom. - Nasz dom był pełen pogody, miłości. Oboje rodzice mają zdecydowane charaktery, ale potrafią pójść na kompromisy między sobą. Nie pamiętam kłótni między nimi. W stosunku do mnie i mojego brata byli stanowczy i konsekwentni. W stosunku do wnuków i prawnuków tata był w ich dziecięcym okresie nadopiekuńczy. Natomiast później stawiał im określone wymagania, ale zawsze był i jest pomocny. Nie żałujemy rodzicom ciepłych słów, bo na to zasługują. Tata będzie nosem się podpierał, ale w potrzebie nie odmawia. Od niego nauczyłam się obowiązkowości - mówi Hanna Mikołajczyk, córka.

Podobnej atmosfery życzliwości Leszek Witkiewicz doświadczył w latach szkolnych. Do gimnazjum i liceum im. H. Sienkiewicza uczęszczał zaledwie dwa lata. W roku szkolnym 1946/47 był uczniem czwartej klasy gimnazjum i zakończył ją tzw. małą maturą. W następnym roku w jednym semestrze zaliczył I i II klasę liceum i zdobył świadectwo dojrzałości.

W obu klasach panowały braterskie stosunki, które przerodziły się w trwałe przyjaźnie do dziś. - Znacznie większy wpływ na nierozerwalne przyjaźnie miało harcerstwo. Uczniowie naszych szkół tworzyli kadrę instruktorską. Wspólne zbiórki, obozy, biwaki ułatwiały prawdziwe zbratanie się. Długa jest lista moich przyjaciół z tego okresu. Nie sposób wszystkich wymienić, dlatego skupię się na kilku. Na początek chciałbym wskazać na moją żonę, Danutę, którą poznałem w 1945 r., a poślubiłem w 1950. Jest moim powiernikiem, doradcą i - jeśli trzeba - to sprowadza mnie ,,do pionu". Długie i trwałe więzi łączą mnie z Ryszardem Mejerem. Poznałem go w pierwszym dniu nauki w gimnazjum. Do matury siedzieliśmy w jednej ławce. Nasze żony też się przyjaźnią i obaj jesteśmy ojcami chrzestnymi naszych córek. Przyjaźń mnie łączy także z Haliną Papaj oraz Barbarą Śmiechowicz. Obu koleżankom zawdzięczam pomoc w trudnych sytuacjach osobistych. W stałym kontakcie ze mną są koledzy mieszkający poza Malborkiem. Gdyby do tego dołączyć nazwiska nieżyjących, powstałby z tego ciekawy biuletyn adresów ludzi wielkiego serca - zapewnia.

***

Egzamin maturalny zdał w 1947 r. W tym samym roku rozpoczął studia w Akademii Handlowej w Szczecinie. Zaliczył dwa lata. Czesne za utrzymanie wynosiło 5 tys. zł, a ojciec zarabiał 10 tys. Dorywczo pracował w porcie. Wrócił do Malborka. Za Danutą. To ona namówiła go, by został nauczycielem. Poza gorącym uczuciem połączyły ich praca na koloniach, harcerstwo i średnia szkoła. Do dziś jest emocjonalnie związany z liceum im. H. Sienkiewicza. - W dziesiątą rocznicę zdania matury wespół z Ryszardem Mejerem i Eugeniuszem Gibczyńskim zorganizowaliśmy pierwszy zjazd absolwentów. Uczestniczyło w nim niewielu absolwentów, głównie z najstarszych roczników.

Następne zjazdy w latach: 1966 i 1970 organizowali już tylko z Mejerem. W kolejnych - byli doradcami, a przewodniczył Mirosław Czapla, obecny starosta malborski. Każdy kolejny zjazd rozrastał się liczebnie za sprawą coraz lepszej komunikacji telefonicznej i internetowej.
- Wpadliśmy na pomysł, by każde spotkanie absolwentów pozostawiło po sobie trwały ślad. Z dumą mogę wymienić: pomnik H. Sienkiewicza (przeniesiony ze wzgórka przy placu Narutowicza na skwerek przyszkolny), kamień poświęcony pamięci harcerzy ziemi malborskiej, którzy odeszli na wieczną wartę, tablica pamiątkowa umieszczona w holu szkoły i druga upamiętniająca 50 rocznicę powrotu Malborka do Macierzy, umocowana na kamieniu przed budynkiem szkoły, sztandar dla szczepu ZHP. Z naszej inicjatywy powstało Towarzystwo Absolwentów, Nauczycieli i Przyjaciół Gimnazjum i Liceum im. H. Sienkiewicza - informuje.

***

- To Danusia namówiła mnie, bym został nauczycielem. Ona zawsze chciała być nauczycielką, wbrew oczekiwaniom jej ojca. Prowadząc drużynę harcerską, poznałem zasady pracy wychowawczej. Już wówczas odczuwałem radość z tej pracy. Miałem też wzór w postaci ojca. Moja siostra, choć krótko, też była nauczycielką oraz jej mąż. Bez trudu dałem się przekonać.
- Swoją pierwszą pracę nauczycielską podjąłem 1 września 1950 r. w Publicznej Średniej Szkole Zawodowej. W niej, przekształconej później w Zespół Szkół Technicznych, pracowałem do 1974 r., początkowo jako nauczyciel, a od 1957 r. jako dyrektor. Byłem organizatorem Technikum Mechaniczno-Elektrycznego dla Pracujących (1964), Technikum Mechanicznego (1964) i Liceum Zawodowego (1972).

Szkoła, którą kierowałem, osiągała wysoki poziom nauczania i wychowania, czego dowodem było zaliczenie tej placówki do szkół wiodących w okręgu gdańskim w zakresie tworzenia lokalnego systemu wychowawczego (1968-71) oraz w zakresie modernizacji bazy dydaktycznej jako podstawy postępu pedagogicznego (1972-75). Pod moim kierunkiem ukończona została budowa obiektów dla warsztatów szkolnych (1957 r.), które w krótkim czasie stały się czołową i najbardziej produktywną placówką tego rodzaju w naszym regionie - podkreśla z dumą.

O sukcesach szkoły najpełniej mówią po latach uczniowie. Do dziś koresponduje ze swoim wychowankiem Dobrosławem Kotwickim, mieszkającym we Włocławku. Ten absolwent wraz z żoną kilka razy odwiedzili Witkiewicza w Malborku, a kilka lat temu zaprosili go wraz z jego żoną na przejażdżkę własnym jachtem "Dobrena" po Zalewie Wiślanym.

Dobrosław w liście z 1962 roku wspomina o umiejętnościach wyniesionych z Malborka: "Muszę przyznać, że pracy warsztatowej nauczyłem się w szkole zawodowej, skąd naprawdę wyniosłem bardzo dużo praktycznych wiadomości, które przydały mi się tak w technikum, jak i obecnie na studiach. Także dzięki Panu nauczyłem się podstaw ekonomiki, dlatego w technikum nie miałem żadnych trudności i przedmiot ten na końcowym egzaminie zdałem na bardzo dobry (jako jedyny w klasie). (...) Chciałbym jeszcze raz podziękować Panu za trud włożony w wychowanie mnie, za starania Pana, które przyczyniły się do tego, że jestem wykształconym człowiekiem, za przyjacielskie podejście do mnie i moich kolegów. (...) Osobiście wspominam bardzo przyjemnie pobyt w szkole, gdzie panowała naprawdę przyjemna atmosfera (...), przyjąłem dużo zasad wychowawczych i grzecznościowych, które wpajał nam Pan na lekcjach wychowawczych, a które tak bardzo przydają się w życiu codziennym."

Czasy, kiedy Leszek Witkiewicz został wybrany dyrektorem szkoły, oraz długi okres współpracy pamięta Jan Baczyński, jego uczeń w technikum dla pracujących, a później kolega. - Najpierw był moim drużynowym w szkole podstawowej. Potem podjąłem pracę w szkole zawodowej w 1951 roku, on rok wcześniej zaczął pracować. Byłem nauczycielem zawodu, krótko kierownikiem warsztatów. Miałem z nim częsty kontakt, gdyż pełniłem funkcję prezesa ZNP. Cały ten okres współpracy oceniam pozytywnie. Dawał możliwości działania podwładnym. Miał do mnie zaufanie. Jak trzeba, to zrugał, ale nie był pamiętliwy. Był lubiany wśród kolegów. Mimo mikrej postury, był świetnym sportowcem. Zadbał o wypoczynek nauczycieli. W Osieku powstał ośrodek, który budowałem od początku pod jego nadzorem. Miał zawsze dużo pomysłów, cieszył się popularnością - mówi Baczyński.
Szkoły techniczne szybko się rozwijały za dyrekcji Witkiewicza. Tymczasem nie przybywało sal.

Zabiegał o budowę nowego obiektu.
- Kiedy byłam radną w Elblągu, to często do mnie dzwonił, by poruszyć budowę nowej szkoły. Naciskał wręcz - pamięta Anna Groszkowska-Wróbel.

Niestety, zabiegi o nową placówkę były długo bezowocne. Wraz ze swoim ówczesnym zastępcą, Henrykiem Cichoniem, trzy razy opracowywali założenia programowe szkoły.
- Wciąż były one "półkownikami" - twierdzi z goryczą Witkiewicz. - Udało się je zrealizować dopiero 16 marca 1983 r., kiedy wmurowano akt erekcyjny pod budowę nowoczesnego gmachu Zespołu Szkół Zawodowych przy pl. Narutowicza, a 1 września 1986 roku był ostatni w starej szkole. Trzeba z całą mocą podkreślić duże zasługi mojego następcy, dyr. Ireneusza Skrobisza.

Mimo przejścia na emeryturę, w latach 1985-89 pracował jako nauczyciel-metodyk w Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli w Elblągu, prowadząc doradztwo metodyczne z wiedzy o społeczeństwie.

***

W uchwale Rady Miasta Malborka z 24 lutego 2005 r. w sprawie przyznania Medalu "Zasłużony dla Miasta Malborka" pada informacja, że został on przyznany Leszkowi Witkiewiczowi.

"Za działalność w zakresie dydaktycznym, która przyczyniła się do rozwoju szkolnictwa zawodowego. Za zaangażowanie w pracę społeczną oraz inicjację wielu przedsięwzięć i działań na rzecz miasta Malborka." Potem następuje długie uzasadnienie przyznania tego wyróżnienia. Jego osiągnięciami, medalami i odznaczeniami można by obdzielić kilka biografii.

W latach 1974-1990 był radnym Miejskiej Rady Narodowej w Malborku, przy czym w okresie 1975-1990 (z dwuletnią przerwą) pełnił funkcję jej przewodniczącego. Od roku 1998 do chwili obecnej jest radnym miasta Malborka, przewodniczącym Komisji ds. Społecznych, radnym-seniorem i Kanclerzem Kapituły Honorowego Tytułu "Zasłużony dla Miasta Malborka". Sympatycznie postrzegany przez pracownice Urzędu Miasta.
- Jest zaangażowany w życie ludzi. Interesuje się osobami starszymi i niepełnosprawnymi. Jeśli się czegoś podejmie, wykona to solidnie. W swoim kajecie nosi wycinki prasowe z sygnałami bolączek miasta - mówi Sylwia Starosta-Romańczuk, inspektor Wydziału Spraw Społecznych w magistracie.
- Jako radny jest niezwykle pracowity. Wszystko ma przygotowane z wyprzedzeniem. Jest wrażliwy na biedę i nieszczęścia ludzkie. Zajmuje się najmniejszą dziurą w ulicy, ale także sprawami wagi państwowej. Przy tym słynie z dowcipów i pogodnego nastroju -wyraża opinię Ewa Arbart z Biura Rady.
- To jeden z najbardziej prężnych radnych - dodaje Alicja Olchowicz, inspektor Biura Rady.

Także koleżanki i koledzy z samorządowej ławy nie szczędzą mu pochwał. Nawet ci, którzy mają odmienne poglądy polityczne.
- Jesteśmy z różnych opcji. Jednak Leszek jest otwarty na wszelkie kontakty. W kwestiach spornych szuka sensownego i kompromisowego rozwiązania - uważa radna Bożena Piątkowska.
- Odbierany jako wielki autorytet. Można mu pozazdrościć bystrości umysłu, doskonałej pamięci. Jest waleczny, ma odwagę bronić stanowiska, które jest czasem mało popularne. Jako działo armatnie służy mu siła argumentów i umiejętności perswazji - twierdzi radny Zdzisław Leszczyński.

Leszek Witkiewicz, począwszy od 1993 roku, czynnie działał w Polskim Związku Działkowców, pełniąc w latach 1993-1996 funkcję wiceprezesa, a w latach 1996-2004 prezesa Pracowniczego Ogrodu Działkowego im. Juranda w Malborku. W okresie tym "Jurand" był wielokrotnie nagradzany, jako najlepszy ogród działkowy województwa elbląskiego, w 1996 roku jako jeden z 37 w Polsce otrzymał honorowy tytuł "Ogród 100-lecia Polskiego Związku Działkowców".
- Z uprawą ziemi zetknąłem się w czasie wojny, kiedy byłem parobkiem u księdza dziekana w Wołkowysku. Orałem, siałem. Obecnie, mimo że nie jestem we władzach działkowców, nadal uprawiamy z żoną poletko. Lubimy obserwować, jak na naszych oczach natura czyni cuda. Do tego z pobliskiego parku dochodzi świergot ptaków. To wszystko wpływa kojąco na moją duszę - wyznaje.

***

Począwszy od 1945 roku, jest nieprzerwanie członkiem Związku Harcerstwa Polskiego - instruktorem w stopniu harcmistrza. Prowadził drużyny harcerskie, był dwukrotnie komendantem Hufca ZHP Malbork, przewodniczącym Rady Przyjaciół Harcerstwa, a także wielokrotnie komendantem Zgrupowania Obozów Harcerskich Hufca ZHP Malbork. Jest także współzałożycielem i do chwili obecnej zastępcą komendanta Harcerskiego Kręgu Seniorów. Drugą kadencję pełni funkcję przewodniczącego Sądu Harcerskiego Hufca ZHP Malbork.
- Najważniejsze są przyjaźnie z młodości. Nasza przyjaźń datuje się z wczesnego harcerstwa. Są to bezpośrednie lata powojenne. Byliśmy biedni, okaleczeni, ale mieliśmy radość życia. Jedliśmy z jednego kotła, który sami wypełnialiśmy strawą. Był bezpośredni, życiowy, dusza towarzystwa, ozdoba naszych spotkań. Miał osobowość swojej mamy, bardzo radosnej kobiety. Rączy Jeleń, taki miał wówczas pseudonim, bo był niesłychanie witalny, wysportowany. Na jego 80 urodziny szukałam dla niego jakiegoś gadżetu z jeleniem, ale było to ogromnie trudne, bo ten rekwizyt dzisiaj niedobrze się kojarzy... Prowadził męską drużynę harcerską w SP nr 1. Nosili żółte chusty. Nazwali się drużyną Michała Wołodyjowskiego. On zawsze miał słabość do małego rycerza - wspomina Halina Papaj.
- Leszek jest moim zastępcą Kręgu Seniorów "Semper Paratus" ("Zawsze gotowi" - przyp. red.) w naszym mieście. Krąg ten działa od 1998 roku. Druh Leszek cieszy się wielką popularnością i mirem. Jest on naszą duszą, opoką. To, że nasz krąg jest taki prężny, to jego zasługa. Szybko nawiązuje kontakty. My mu odwdzięczamy się pamięcią i szacunkiem. Zorganizowaliśmy mu wieczornicę z okazji 80 rocznicy urodzin w ubiegłym roku. Na początku odtworzyliśmy znaną dumkę o dwu sercach, wyraźnie kojarzącą się z panem Wołodyjowskim, dając tym do zrozumienia, że widoczne są podobieństwa pomiędzy tymi postaciami. Można na nim polegać "jak na Zawiszy". Ma łatwość przemawiania. Mówi ciekawie i z sensem - ocenia Jerzy Ruszkowski, komendant "Semper Paratus".

- Z Wołodyjowskiego ma jeszcze dworność i elegancję wobec kobiet - uzupełnia Anna Groszkowska-Wróbel z Kręgu Seniorów.

***

Przez 10 lat pracował w aparacie partyjnym byłej PZPR.
- Może to zabrzmi mało przekonywująco, ale zgodziłem się sekretarzować z powodu opóźnień budowy nowej szkoły zawodowej. Uznałem, że jako sekretarz będę mógł wspomóc moich następców, by budowa obiektu znalazła się w planach inwestycyjnych. Niektórzy sądzą, że zależało mi na poprawie sytuacji ekonomicznej. Tymczasem przez dwa lata wypłacano mi wyrównanie do wynagrodzenia, jakie otrzymywałem w szkole. Tych lat w aparacie partyjnym nie żałuję, choć niektórzy uważają to za plamę w życiorysie. Nie wykorzystałem tego czasu na prywatę, na dorobienie się. Za to okres ten wzbogacił mnie w wiedzę o ludziach. Udało mi się pomóc iluś osobom dotkniętym nieszczęściem czy biedą. Mam prawo przypuszczać, że na ogół cieszę się w Malborku zaufaniem. Jednym z dowodów tego jest fakt, że po okresie transformacji trzykrotnie powierzony został mi mandat radnego. A przeciwnikom byłej PZPR powiedziałbym, że zbyt często widzimy wszystko w dwu kolorach: czarnym lub białym, że wszystko jest albo "cacy", albo "be". Z ortodoksami nie podjąłbym się dyskusji, choć każdemu podałbym rękę, bez względu na opcje polityczne - mówi z przekonaniem.

***

Mógłby wieść spokojne życie emeryta. Mógłby otoczyć się wnukami, prawnukami. Mógłby napisać książkę o swoim bogatym życiu. Mógłby. - Czynny tryb życia pozwolił mi zatrzeć granicę między rozpoczynającą się i wczesną starością a sędziwą. Wydaje mi się, że starość nie wynika z metryki, ale ze sposobu życia. Świadomość, że mogę być jeszcze pożyteczny, pozwala mi zapominać o nieuchronności "finału". Jeśli potrafimy z wyrozumiałością akceptować zmiany następujące w wyniku upływu czasu, codzienność starego człowieka mniej doskwiera. Jest mi bliski aforyzm Immanuela Kanta: "Dla przeciwwagi wielu uciążliwościom życia niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy: nadzieję, sen i śmiech" - zdradza sekret pogody na starość.

Stanisława Wojciechowska-Soja - POLSKA Dziennik Bałtycki
_________________

"Nie to, co już wiemy, lecz to, co chcemy wiedzieć - świadczy o naszej mądrości." - Władysław Grzeszczyk

"Co ludzi najchętniej nazywają głupotą? Mądrość, której nie rozumieją." - Marie von Ebner-Eschenbach
Ostatnio zmieniony przez MrKłosik Sob 21 Lut, 2009 09:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
MrKłosik 
Mistrz
Inwestycji


Pomógł: 3 razy
Wysłany: Pią 17 Kwi, 2009 16:12   

http://malbork.naszemiast...nia/987434.html

Cytat:
Samorząd ustalił, komu w tym roku przyzna miejskie wyróżnienia

Dwie kolejne osoby dołączą wkrótce do grona zasłużonych dla miasta Malborka. Tym tytułem, prawdopodobnie w czerwcu podczas uroczystej sesji Rady Miasta, uhonorowani zostaną Marek Kwaterski i Jerzy Ruszkowski. Decyzja w tej sprawie została już podjęta przez malborskich samorządowców. Powiększy się także lista osób posiadających tytuł "Honorowy Obywatel Malborka". Do tego grona dołączy Maria Luiza von Sethe.

Marek Kwaterski zasłużył się miastu swoją działalnością społeczną, niosąc pomoc ludziom potrzebującym. W 1988 roku zaczął pomagać młodym osobom uzależnionym od narkotyków. Opierając się na własnych doświadczeniach wyjścia z nałogu, udzielał im wsparcia duchowego i rzeczowego. Przez dwa lata osoby potrzebujące znajdowały schronienie w jego mieszkaniu. Potem, wraz ze wzrostem potrzeb, organizował inne miejsca noclegowe, zwolnił się z pracy i poświęcił opiece nad osobami w trudnej sytuacji życiowej. W 1993 roku, dzięki pomocy innych malborczyków, założył Dom "Fides".

Było to pierwsze stowarzyszenie w ówczesnym województwie elbląskim, które działało na rzecz ludzi bezdomnych. Od 2000 roku siedzibą organizacji są zabudowania po dawnym zakładzie rolnym przy ul. Rolniczej. Od tego czasu zwiększa się zakres form pomocy potrzebującym, którzy chcą uporządkować swoje życie.

Za swoją działalność Marek Kwaterski został już nagrodzony m.in. przez Ministerstwo Pracy i Pomocy Społecznej oraz kapitułę Pro Publico Bono pod patronatem prezesa Rady Ministrów.

Kapituła przyznająca tytuł "Zasłużony dla Miasta Malborka" doceniła też działalność Jerzego Ruszkowskiego, który w 1957 roku rozpoczął pracę społeczną w Związku Harcerstwa Polskiego. W latach 1968-1971 pełnił funkcję komendanta ZHP w Malborku. Z chwilą podjęcia pracy w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym podjął tam działalność instruktorską w szczepie harcerskim "Nieprzetartego Szlaku".

Pod tym kryptonimem funkcjonowała społeczno-wychowawcza działalność ZHP w środowisku młodzieży niedostosowanej społecznie. Wspólnie z harcerzami konserwował i budował sprzęt żeglarski. Zorganizował kilkadziesiąt samodzielnych obozów i spływów żeglarskich dla harcerzy - wychowanków placówki oświatowej.

Tytuł "Honorowy Obywatel Malborka" trafi do Marii Luizy von Sethe, obywatelki Niemiec, która zasłynęła pomocą charytatywną na rzecz stacji joanitów w Malborku. Jej działalność na terenie miasta datuje się od 1999 roku. Od tego czasu sukcesywnie przesyła wraz z transportami dary dla pacjentów szpitala, szczególnie dzieci. Przekazuje środki pieniężne na organizację kolonii letnich, pomaga rodzinom wielodzietnym w dożywianiu, wspomaga finansowo świetlicę dla dzieci w MDK Ratusz.

Samorząd malborski rozpoczął nadawanie tytułu "Zasłużony dla Miasta Malborka" w 2002 r. Do tej pory wyróżnienie odebrało 18 osób i jedno stowarzyszenie. Z kolei na powojennej liście honorowych obywateli znajduje się obecnie 16 nazwisk.

Jacek Skrobisz - POLSKA Dziennik Bałtycki
_________________

"Nie to, co już wiemy, lecz to, co chcemy wiedzieć - świadczy o naszej mądrości." - Władysław Grzeszczyk

"Co ludzi najchętniej nazywają głupotą? Mądrość, której nie rozumieją." - Marie von Ebner-Eschenbach
 
 
 
MrKłosik 
Mistrz
Inwestycji


Pomógł: 3 razy
Wysłany: Pon 08 Cze, 2009 15:17   

http://malbork.naszemiast...ia/1009734.html

Cytat:
Dobrze zasłużyli się Malborkowi

Marek Kwaterski i Jerzy Ruszkowski dołączyli do grona osób uhonorowanych tytułem "Zasłużony dla Miasta Malborka".

Marek Kwaterski został doceniony za wieloletnią pracę na rzecz osób bezdomnych. Jerzy Ruszkowski zasłużył się miastu pracą edukacyjną i wychowawczą. Od 52 lat działa w Związku Harcerstwa Polskiego.

Powiększyło się także grono honorowych obywateli miasta. Dołączyła do niego Maria Luiza von Sethe. Obywatelka Niemiec od 10 lat pomaga finansowo i rzeczowo mieszkańcom Malborka.

(JS) - POLSKA Dziennik Bałtycki
_________________

"Nie to, co już wiemy, lecz to, co chcemy wiedzieć - świadczy o naszej mądrości." - Władysław Grzeszczyk

"Co ludzi najchętniej nazywają głupotą? Mądrość, której nie rozumieją." - Marie von Ebner-Eschenbach
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group