Marienburg.pl Strona Główna Marienburg.pl
Nasze Miasto, Nasza Pasja...

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 

Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce dotyczącej "cookies"

Chronimy Twoją prywatność
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w temacie o RODO


Poprzedni temat «» Następny temat
Oberlandzka "Route 66"
Autor Wiadomość
mazur222 

Pomógł: 1 raz
Wysłany: Wto 07 Wrz, 2010 00:10   

Oberlandzka 66 !
Gdy przylatujemy do Kraju to jakaś poczciwa dusza poświęca swój dzień na dowiezienie nas z Morąga do Warszawy samochodem.
Jedziemy więc sobie główną trasą aż do Małdyty i następnie skręcamy w Oberlandzką 66.
Mam głęboki szacunek do kierowców w Polsce. Zawsze też zdumiewa mnie i zatrważa jednocześnie nonaszalacja ich jazdy po tych arcykrętych i arcywąskich drogach mazurskich. Trzymam się więc kurczowo czego tylko można się trzymać w samochodzie. Dobrze, że trasa jest krótka.
Mówiąc o ciężkich pojazdach na drogach w Polsce to kto, do choroby, odpuścił kolejowe przewozy towarowe???
Nie wybudowano jeszcze dobrych dróg ale przestano inwestować w przewozy kolejowe.
Coś tu panie nie tak. Czyżby "olej" już rządził?
Poniżej drogowskaz na Oberlandzkiej 66. Do Zalewa 24

Morag1948.3.jpg
Plik ściągnięto 156 raz(y) 115,19 KB

 
 
mazur222 

Pomógł: 1 raz
Wysłany: Wto 07 Wrz, 2010 00:46   

Zapomniałem dodać, że na fotce widać płot, za którym leżał któregoś dnia sierpnia 1968 roku kompletnie piany żołnierz Armii Czerwonej. Jak jeszcze był trzeźwy to kierował on ruchem kolumny woskowej przejeżdżającej przez Morąg Oberlandzką 66.
Przyjaźń Polsko-Radziecka była w tamtych czasach tak silna, że dobrzy ludzie z okolicy nakarmili go wódką. Strach pomyśleć co potem się z nim stało ...
Ostatnio zmieniony przez mazur222 Wto 07 Wrz, 2010 00:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Wto 07 Wrz, 2010 22:14   

Zaskoczyło mnie w tym roku duże natężenie ruchu ciężkich pojazdów samochodowych na Oberlandzkiej Route 66. Szczególnie było to widoczne na odcinku Stary Dzierzgoń-Zalewo-Małdyty. Powodem tego może być modernizacja S 7 w okolicach Elbląga. Ale duży ruch tirów odbywał się też pomiędzy Morągiem a Miłakowem. Cierpią na tym przydrożne budynki. Szkody spowodowane ruchem ciężkich pojazdów mocno np. nadwyrężyły konstrukcję byłego zboru baptystów w Gajdach. W załączeniu kilka zdjęć współczesnych dromaderów, z tegorocznej wizytacji Oberlandzkiej Route 66 pomiędzy Starym Dzierzgoniem a Miłakowem.
A propos, galeria 60 landschaftów z jej okolic pod tytułem Across the East Prussian Oberland – landscapes znajduje się pod adresem: http://picasaweb.google.p...feat=directlink

St Dzierzgon_Zalewo.JPG
Skręt na Oberlandzką Route 66 w Starym Dzierzgoniu
Plik ściągnięto 90 raz(y) 68,82 KB

Przezmark-Zalewo.JPG
Tir w Przezmarku
Plik ściągnięto 94 raz(y) 75,39 KB

Wilamowo_Wenecja.JPG
Wenecja koło... Wilamowa
Plik ściągnięto 95 raz(y) 85,48 KB

Morag_Maldyty.JPG
Zbliżając się z Morąga do Małdyt
Plik ściągnięto 93 raz(y) 72 KB

Okolice Warn.jpg
Okolice Warn. Niepogoda
Plik ściągnięto 92 raz(y) 65,08 KB

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Czw 23 Wrz, 2010 22:32   

Poznańskie wiarusy Dąbrowskiego w kampanii pruskiej 1807r.

W styczniu 1807r. regularne wojsko polskie składało się z trzech legii, pod dowództwem księcia Poniatowskiego. Pierwszą legię tzw. poznańską, pod dowództwem gen. dyw. J. H. Dąbrowskiego tworzyli żołnierze, w większości, z departamentu poznańskiego i bydgoskiego. Wiosną 1807r. uczestniczyła ona w oblężeniu Gdańska. Wtedy też w skład legii poznańskiej wchodziły: 2, 3, 4 pułk piechoty, 1 pułk strzelców konnych, bateria artylerii. 26 maja oddziały te liczyły 4 650 żołnierzy i oficerów pod bronią.
Po kapitulacji Gdańska (24 maja 1807r.), pułki wchodzące w skład legii Dąbrowskiego cofnęły się w rejon Tczewa. Legia zakwaterowawszy się w okolicy Gniewu, wypoczywała i przechodziła reorganizację.
Na dzień 6 czerwca wyznaczono rewię wszystkich pułków pod Gniewem. Ściągały więc pod to miasto oddziały piechoty i kawalerii z okolicznych wiosek, gdy całkiem niespodziewanie, ok. godz. 11 Dąbrowski otrzymał rozkaz nakazujący natychmiastowy wymarsz w kierunku Kwidzyna i zabranie ze sobą żywności na 4 dni. Legia miała połączyć się z korpusem marsz. Mortiera.
Dywizja nie mogła jednak wyruszyć w przewidzianym terminie, bowiem oddziały musiały wpierw udać się ponownie do swych kwater po dobytek i dopiero wówczas podjąć marsz. Rozpoczęły go 7 czerwca o godz. 2 w nocy. Wieczorem tegoż dnia dywizja przeprawiła się przez Wisłę, po czym doszła do Rakowca, zrobiwszy razem ok. 30 km. Po drodze Dąbrowski otrzymał rozkaz marsz. Mortiera zalecający jak największy pośpiech.
W Kwidzynie wojsko zaopatrzyło się w chleb na 3-4 dni. Szef sztabu dywizji gen. Maurycy Hauke wyjechał z Kwidzyna na spotkanie z marsz. Mortierem przebywającym pomiędzy Prabutami a Dzierzgoniem. Jednak po przybyciu do Dzierzgonia dowiedział się, że marszałek udał się do Zalewa. Skierował się tam natychmiast. Hauke poinformował marsz. Mortiera, iż dywizja ma tylko po 45 naboi na żołnierza i że będzie prawie niemożliwe dojście następnego dnia do Zalewa.
Gen. Hauke powrócił z wyprawy do dywizji o 2.30 nad ranem. Wydał zaraz por. Ożarowskiemu z artylerii rozkaz natychmiastowego udania się na placówkę w Kwidzynie po przydział 100 000 sztuk naboi dla piechoty i odpowiednich skałek. Skierował się tam również pododdział saperów by eskortować dostawę.
8 czerwca na godz. 6 rano (według niektórych źródeł o 4.00), Dąbrowski zarządził koncentrację dywizji w Prabutach, skąd pomaszerowała przez Stary Dzierzgoń, już Oberlandzką „Route 66” do Zalewa. W czasie marszu dywizja podzielona była na dwie części. Kawaleria podążała z dowództwem, natomiast druga kolumna maszerowała „wielką drogą” przez Górki.
Do Zalewa dywizja dotarła nocą, z wyjątkiem trzeciego regimentu, który wcześniej zakwaterował w Przezmarku i Folwarku. W Zalewie wojsko zatrzymało się na nocleg po 30 kilometrowym marszu. Być może wtedy właśnie mieszkańcy usłyszeli po raz pierwszy Mazurek Dąbrowskiego.
Część żołnierzy, zwłaszcza tych, którzy cierpieli pod Gdańskiem na szkorbut i inne choroby, nie mogła podołać trudom wędrówki i zaczęła pozostawać w tyle. Aby zapobiec tym ubytkom w szeregach, Dąbrowski rozkazał dowódcom kompanii i batalionów zwracać większą uwagę na porządek marszu, a zwłaszcza na występowanie z szeregów. Dowódcom batalionów polecił jechać na końcu oddziałów i zbierać maruderów. Zaś dowódcom kompanii rozkazał urządzać 2 razy dziennie apele i sprawdzać stan podkomendnych oraz pytać o przyczyny ich nieobecności. Postulował również, aby żołnierze maszerowali z bagnetami nałożonymi na karabiny, ponieważ zbliżają się do kwatery cesarskiej. Cesarz, który 2 dni wcześniej kwaterował w Zalewie, znajdował się wówczas w Klein Krickau (pomiędzy Morągiem a Dobrym Miastem).
Nie lada skarb transportowany był w tych dniach przez Zalewo i Morąg. Jan Weyssenhoff, major 4 p. piechoty, wspominał: „Dywizja gen. Dąbrowskiego otrzymała asygnację na gratyfikację i razem rozkaz ruszenia natychmiast do wielkiej armii. Gen. Dąbrowski, który wyleczony z ran już był wrócił do wojska, zebrał jak najspieszniej rozrzuconą po przykopach dywizję i ruszył na Kwidzynę i Saalfeld [Zalewo], gdzie wtenczas znajdowała się wielka armia i cesarz. Szło jeszcze o odebranie gratyfikacji dla dywizji. W tym celu rozkazał mi zostać w Gdańsku, śpieszyć z odebraniem i dogonić dywizję... Odebrałem sumę w grubej srebrnej monecie; suma była znaczna, gdyż każdy podoficer i żołnierz otrzymał po 12 franków. Z ciężarem takim, bez straży nie łatwo było udać się w drogę pełną dochodzących oddziałów, a co gorsza maruderów. Dostawszy wreszcie wóz i 4 konie, po wielu trudnościach i niebezpieczeństwach, dogoniłem dywizję pod Heilsbergiem [Lidzbark]”. Bohater powyższej eskapady miał dużo szczęścia, iż udało mu się bez eskorty, w zawierusze wojennej, dostarczyć do celu pełną furę srebrnych franków. Zapewne nie był to jedyny transport tego rodzaju w tym okresie przemieszczający się Oberlandzką „Route 66”, za głównymi siłami francuskimi i cesarzem.
Następnego dnia, to jest 9 czerwca o godz. 4 rano, dywizja Dąbrowskiego zebrała się w Bartach i pomaszerowała do Morąga, gdzie zatrzymała się na kolejny nocleg. Płk Hauke, szef sztabu legii poznańskiej, zapisał tego dnia w swoim dzienniku: „[i]Dywizja stanęła wieczorem w Morungen. Ja byłem posłany do marszałka Mortier. Wyjechałem z rana z Saalfeld [Zalewo] do Morungen [Morąg], Alt Reischich [Boguchwały] do Deppen [Żółwin] i powróciłem w wieczór do Morungen
[/i]”.
10 czerwca dywizja udała się do Kwiecewa, dokąd dotarła późnym wieczorem i stanęła na noc, przy mocnym deszczu. Po krótkim wypoczynku, o godz. 2 nad ranem 11 czerwca nastąpił wymarsz do Praslit (przez Dobre Miasto). Przeszedłszy znowu ok. 28 km dywizja stanęła w Łaniewie pod Lidzbarkiem, gdzie w przeddzień armia francuska stoczyła bitwę.
Nocą z 11 na 12 czerwca, wojska rosyjskie i pruskie były w odwrocie na północ w kierunku Bartoszyc. Dywizja gen. Dąbrowskiego przydzielona została do grupy dowodzonej przez Napoleona starającej się zagrodzić Rosjanom drogę. Stosownie do otrzymanych rozkazów po południu 12 VI dywizja pomaszerowała w stronę Deksyt. Jednakże po przebyciu 20 km „dla niezmiernych deszczów i gliniastej drogi, tak ulewą gwałtowną zepsutej, że artyleria awansować nie mogła, po 12 godzinach marszu musiała stanąć na spoczynek pod Besen [Bądze] w gołym polu”. Jednak po 2 godzinach postoju nadszedł rozkaz dalszego marszu z obietnicą odpoczynku w Pruskiej Iławie. Kiedy zaś dywizja tam stanęła, przekonano się, że odpoczynek nie jest możliwy, ponieważ w miasteczku była kwatera cesarza. Po zrobieniu 25 km marszu trzeba było odbyć defiladę i maszerować jeszcze 7 km, ażeby zająć kwatery w miejscowości Lampaski, dokąd dywizja przybyła nocą z 13 na 14 VI „zrobiwszy marsz bardzo gwałtowny bez żadnej żywności i w złej pogodzie”.
Ludzie byli wyczerpani i głodni. Wprawdzie rozkazy otrzymane przy wymarszu z Gniewu nakazywały zabranie żywności, ponieważ przewidywano jej brak na ziemi wschodnio-pruskiej, jednakże poszczególni żołnierze nie wierzyli tym ostrzeżeniom, a będąc słabo zdyscyplinowani nie chcieli nosić żelaznej porcji i wyrzucali ją albo zjedli. Ta lekkomyślność odbijała się teraz bardzo boleśnie.
Wojska polskie podczas całej kampanii 1807r., podobnie jak i francuskie, żywione były na koszt mieszkańców terenów, na których działały oraz na koszt nieprzyjaciela. W związku z tym służba zaopatrzenia posuwała się przy oddziałach straży przedniej i zaraz po wkroczeniu wojska na nowe obszary, wspólnie z władzami cywilnymi, przeprowadzała rekwizycje, urządzała magazyny i rozprowadzała żywność do jednostek pozostających w drugim rzucie. Jednak w trakcie czerwcowego pochodu wojsk polskich, pomimo zabezpieczenia maszerujących w prowiant, panował głód, z powodu niefrasobliwości Wielkopolan, liczących na zasobność niemieckich mieszkańców tych stron. A. Białkowski wspominał: „Po przejściu tego miasta [Kwidzynia] rozkazano nam odebrać z magazynów tam przysposobionych żywność kompletna na dni 10, z tem zastrzeżeniem, żeby każdy ją ze sobą niósł, gdyż wojsko przejdzie w takie okolice, że będzie brak takowej. Ale nikt nie chciał przypuścić, aby w okolicach niemieckich, na żywności zbywało. Z tego powodu – wielu żywności albo zużyło, albo porzuciło, a później w głodzie największym korpus nasz iść musiał. I tak postępowaliśmy marszem forsownym idąc na miasteczko Merung [Morag], pod którym zastaliśmy obóz nieprzyjacielski ze sztucznie robionych baraków z brzeziny. Dalej szliśmy na Gutstadt [Dobre Miasto] (gdzie już była bitwa stoczona przez awangardę francuska i trupami zasłane pole). Miasta i wsie okoliczne spalone były i bezludne”.
Jakże srodze musieli zatem wówczas cierpieć mieszkańcy miejscowości wzdłuż Oberlandzkiej „Route-66” i okolic, obciążeni nieustającymi rekwizycjami żywności i obowiązkiem zakwaterowania przemieszczających się mas wojska.
Ostatni etap marszu odbywał się w warunkach wprost rozpaczliwych, jak o tym zapewnia Dąbrowski: „Żołnierz bez obuwia, bez żywności, osłabiony pracą 3-miesiecznego oblężenia [Gdańska], zdawał się przewyższać siły fizyczne człowieka, pełniąc bez szemrania powinność swojego stanu. Kilku ludzi zmarło z fatygi. Z dnia 13 na 14 jeszcze noc całą maszerowaliśmy śpiesząc się do boju, nie mając od 3 dni chleba i ledwo pół racji mięsa”.
Tymczasem na przedpolu miasteczka Frydland, będącego punktem przeprawy przez Łynę, od wczesnego ranka toczyła się walka. Dywizja Dąbrowskiego, z wyjątkiem kawalerii, nie brała większego udziału w bitwie, w której Rosjanie stracili 30 000 ludzi. Zwycięstwo to umożliwiło Francuzom zajęcie Królewca i zmusiło Aleksandra I do zawieszenia broni.
Dobra postawa dywizji, pomimo tylu przebytych trudów w czasie forsownego marszu, spotkała się z pochwałą ze strony cesarza, którą wyraził, gdy objeżdżał pobojowisko.
Pięć tysięcy żołnierzy polskich, którzy maszerowali Oberlandzką „Route 66” w czerwcu 1807 r. stanowiło zaledwie cząstkę sił, jakie pod wodzą Bonapartego nacierały na Prusaków i Rosjan. Polacy, z racji krótkotrwałego pobytu, a przede wszystkim z powodu uciążliwości związanych z ich kwaterunkiem, nie spotkali się z życzliwością Mazurów. Jednak polskie wojsko znów było obecne na wrogich terenach zamieszkałych przez pobratymców, a relacje opublikowane z tego pobytu przypomniały polskiemu społeczeństwu o naszych ziemiach nad dolną Wisłą i w Prusach.

Jan_Henryk_Dabrowski_.jpg
Plik ściągnięto 91 raz(y) 93,32 KB

 
 
marcin 
Nie ma dublera dla sapera!


Pomógł: 1 raz
Wysłany: Czw 23 Wrz, 2010 23:52   

Ewingi napisał/a:
Pierwszą legię tzw. poznańską, pod dowództwem gen. dyw. J. H. Dąbrowskiego tworzyli żołnierze, w większości, z departamentu poznańskiego i bydgoskiego. Wiosną 1807r. uczestniczyła ona w oblężeniu Gdańska. Wtedy też w skład legii poznańskiej wchodziły: 2, 3, 4 pułk piechoty, 1 pułk strzelców konnych, bateria artylerii. 26 maja oddziały te liczyły 4 650 żołnierzy i oficerów pod bronią.

Nie lada skarb transportowany był w tych dniach przez Zalewo i Morąg. Jan Weyssenhoff, major 4 p. piechoty, wspominał:...


Dnia 4 kwietnia 1807 rozkazem ministra wojny, ks. Józefa Poniatowskiego piechota Księstwa Warszawskiego otrzymała nową numerację pułków - i pułk 4ty stał się "moim" 12tym. :clap:
_________________
"Powiedzieć komuś idiota, to nie obelga, lecz diagnoza" - J. Tuwim

www.TwierdzaGdansk.pl
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 28 Sie, 2011 23:50   

Niedługo już najniebezpieczniejsze skrzyżowanie na Oberlandzkiej Route 66, w Małdytach, z drogą ekspresową Warszawa-Gdańsk, będzie można pokonać bez obawy o utratę życia w wypadku drogowym. Żwawo postępują pracę przy budowie wiaduktu, na odcinku nowobudowanej trasy, przy jej przecięciu z szosą Zalewo-Morąg, pomiędzy Małdytami, a Zajezierzem. Zdjęcia przedstawiają stan robót z początków sierpnia 2011r. W przyszłym roku będzie to już przejazd bezkolizyjny.

Maldyty11.08,09(4)a.jpg
Plik ściągnięto 6183 raz(y) 99,34 KB

Maldyty11.08.09 (5)a.jpg
Plik ściągnięto 6183 raz(y) 68,24 KB

Maldyty11.08.09 (11)a.jpg
Plik ściągnięto 6183 raz(y) 75,42 KB

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 04 Wrz, 2011 22:22   

Trampa z tabliczką „California Route 66” spotkała wczoraj koleżanka, na stacji paliw w Małdytach. Rejestracja auta miejscowa. Dzięki Irena za refleks i podesłanie tego zdjęcia!

Maldyty_I.T.1r.jpg
Plik ściągnięto 6097 raz(y) 57,15 KB

Ostatnio zmieniony przez Ewingi Nie 04 Wrz, 2011 22:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Sro 07 Wrz, 2011 22:37   

Na zdjęciu, samochód ciężarowy, ogołocony z tylnej opony, wjeżdżający z impetem na starówkę zalewską górującą nad byłym Przezmarckim Przedmieściem. Wydawał oczywiście przy tym olbrzymi hałas.
Dokładnie w tym miejscu, również w sierpniu, w 1968r., zginął młody zalewianin, pod kołami wozu sowietskich sołdatów, polska ofiara inwazji bratnich armii na Czechosłowację (patrz post w tym wątku z 18.08.2009r.)

Zalewo11.08.11 .JPG
Plik ściągnięto 6024 raz(y) 73,25 KB

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Pią 11 Lis, 2011 20:39   

Tajemnicza kawalkada

Jakież było zdziwienie mieszczan zalewskich, gdy wczesnym, lipcowym rankiem 1736r., zakazano im wychodzić na ulice miasteczka, a przez okna kamienic ujrzeli oni orszak z karetami, pędem przejeżdżającymi przez Rynek, od strony Przezmarckiego Przedmieścia w kierunku Bramy Morąskiej. Podróżnym towarzyszyli uzbrojeni jeźdźcy oraz liczna służba, wszyscy na dorodnych koniach. Rozpoznano tylko jednego jeźdźca, starostę przezmarckiego Kikoła, jadącego blisko jednej z najbardziej okazałych karet. Straż miejska i starościńska pilnowała zakazu opuszczania domostw, ale obowiązywał on bardzo krótko. Przejazd orszaku przez puste miasteczko, obiema ulicami przelotowymi, Klasztorną i Długą, do Bramy Morąskiej, trwał zaledwie chwilę i zaraz potem życie szybko powróciło do normy. Niemniej jeszcze przez prawie godzinę ciągnęły przez miasteczko tabory, jakby nie nadążając za szpicą. Hans Hadamer, żebrak, którego na ten czas osadzono prewencyjnie w areszcie, w baszcie Przezmarckiej, skąd przez niewielką szparę miał widok na rozciągające się w dole Przedmieście Przezmarckie, skwitował całe zamieszanie w dwóch słowach „Ki czort!”

Nie odnotowano w zalewskim Stadtbuchu powyższego wydarzenia, ani też nie utrwalił się w pamięci zalewian ten całkiem niespodziewany dla nich, tak liczny zastęp podróżnych na ulicach tego oberlandzkiego miasteczka, który zmusił ich, pomimo czasu przygotowania do żniw, do przymusowego pozostania przez pewien czas w domostwach. Podobne niedogodności spotkały zapewne morążan i mieszczan miłakowskich, przez które to miasteczka przejeżdżała ta niecodzienna kawalkada. Tam również nie zapisano w miejskich papierach tego wydarzenia. Dopiero po latach przejazd tak niecodziennego orszaku, z racji podróży monarchy, opisany został przez historyków zajmujących się tamtymi czasami w księgach, które dziś spoczywają zakurzone w magazynach bibliotek.

cdn

Brama_ca 1939a.jpg
Stary rysunek bramy zalewskiej w posiadaniu autora. Brama Przezmarcka, do czasów jej rozbiórki w 1848r. utrzymywana była w dobrym stanie. Nad przejazdem znajdowało się mieszkanie strażnika brannego. Stykało się ono z położoną od wschodu posępną izbą przez
Plik ściągnięto 5755 raz(y) 41,69 KB

 
 
mirekpiano 

Wysłany: Sob 12 Lis, 2011 21:26   

Ewingi napisał/a:
Tajemnicza kawalkada
Dopiero po latach przejazd tak niecodziennego orszaku, z racji podróży monarchy, opisany został przez historyków zajmujących się tamtymi czasami w księgach, które dziś spoczywają zakurzone w magazynach bibliotek.

cdn


O którego to monarchę chodziło? Polskiego czy Pruskiego?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group