Marienburg.pl Strona Główna Marienburg.pl
Nasze Miasto, Nasza Pasja...

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 

Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce dotyczącej "cookies"

Chronimy Twoją prywatność
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w temacie o RODO


Poprzedni temat «» Następny temat
Oberlandzka "Route 66"
Autor Wiadomość
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Sob 14 Lis, 2009 23:37   

Zdjęcia Oberlandziej "Route 66" z odcinka pomiędzy Wilanowem, a Dobrocinem Andreasa Erhardta i Susanne Meier z firmy Komunikacji Wizualnej z Dortmundu. W swoich zbiorach posiadają ok. 3 000 urzekających zdjęć z b. Prus Wschodnich i Zachodnich z których kilkaset udostępnionych jest pod adresem http://www.andisusi.de/ar...album=4&page=25 . Są oni autorami albumów i kalendarzy z fotografiami w/w terenów.

Wilamowo_Best Old Village Dobrocin4.jpg
Plik ściągnięto 259 raz(y) 61,82 KB

Wilamowo -Best Old Village Dobrocin.jpg
Plik ściągnięto 266 raz(y) 94,18 KB

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 29 Lis, 2009 01:20   

Tajemniczy konwój z płk Seebachem w 1736r.

17 lipca 1736r. z traktu berlińsko-królewieckiego pojawiła się nagle w Przemarku tajemnicza grupa pięciu jeźdźców i podążyła już dalej Oberlandzką Route 66 w kierunku Zalewa. Nie zatrzymując się nigdzie, podróżni skręcili za Bramą Morąską w Zalewie w prawo i w pośpiechu podążyli dalej do Miłomłyna. Tu zapewne zatrzymali się na nocleg.
Główną osobą tej grupy był tajemniczy płk Seebach, w towarzystwie adiutanta Stenflychta (faktycznie w stopniu generała). Pułkownik był w mundurze pruskiego pułku Buddenbrock, stacjonującego w Kwidzynie. Ponadto parze tej towarzyszyło jeszcze 3 innych jeźdźców. Nikt z mieszkańców mijanych miejscowości, widząc ich na trakcie, nie przypuszczał, jak ważna osobistość podążała w tym konwoju. Podróż ta bowiem, ze względu na bezpieczeństwo rzekomego pułkownika, utrzymywana była przez władze pruskie w jak największej tajemnicy. Zagadkowym podróżnym, jadącym pod przybranym nazwiskiem, któremu, oprócz adiutanta, towarzyszyli także ze strony pruskiej niższej rangi oficer, kawalerzysta i urzędnik, był król polski Stanisław Leszczyński!
Z jakich powodów polski król znalazł się w naszych okolicach i dlaczego musiano przedsięwziąć takie środki bezpieczeństwa? Leszczyński, po ucieczce z oblężonego przez wojska carskie Gdańska, gdzie schronił się przed nimi (car chciał, po jego schwytaniu obsadzić na tronie polskim Augusta III), udał się w drogę pełną przygód i niebezpieczeństw do Kwidzyna (dotarł tu 3 lipca). Dwa dni później burmistrz tego miasta odwiózł króla do Prabut, bardziej oddalonych od granicy z Polską. Leszczyński czekał tutaj kilka dni na odpowiedź króla pruskiego o udzielenie mu azylu i na ochronę wojskową do dalszej podróży (zamierzał udać się docelowo do Królewca). Rozważano czy jechać do miasta nad Pregołą najkrótszą drogą, to jest przez Warmię. Pomysłu zaniechano, bowiem na Warmii pojawiły się już wojska carskie, ponadto biskup warmiński Krzysztof Szembek był nieprzychylny polskiemu monarsze. Wybrano więc bezpieczniejszą drogę, ale dalszą. Z Miłomłyna Leszczyński podążył przez Nidzicę, Szczytno do Pisza, gdzie znalazł się 20 lipca. Po drodze zatrzymywano się tylko w miejscowościach, w których znajdowały się pruskie garnizony. Zamek w Piszu był co prawda odpowiednio przygotowany na tak ważną wizytę, ale blisko polskiej granicy co mogła narazić króla na porwanie przez Rosjan. Dlatego też, pod przybraniem polskiego starosty, pojechał Leszczyński dalej na północ, do Węgorzewa. Tutaj nad bezpieczeństwem polskiego króla miał czuwać 150 osobowy oddział wojska. Tymczasem, gdy tylko Rosjanie zorientowali się, że Leszczyński uciekł z Gdańska do Prus Książęcych, wysłali do ich granic za Leszczyńskim oddział pościgowy a dalej agentów. Raportowali oni potem, że król jest dobrze strzeżony. Rosjanie musieli zrezygnować z jego porwania. Następnym miejscem pobytu polskiego monarchy był Królewiec (przybył tu 8 sierpnia), gdzie spotkał się z królem pruskim Fryderykiem Wilhelmem I.
Ale to już inna historia, związana także z Oberlandzką Route 66 (patrz zapowiedzi tematów)…

La Pologne_1734 .JPG
Fragment mapy z epoki Status coronae Poloniae I , 1:2 500 000, Amsterdam 1734.
Plik ściągnięto 349 raz(y) 101,98 KB

Ostatnio zmieniony przez Ewingi Nie 29 Lis, 2009 01:21, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Anrep 


Pomógł: 5 razy
Wysłany: Pon 30 Lis, 2009 20:36   

Bardzo ciekawe :ok: Szkoda tylko, że ten nasz król był trzeciego sortu, ale za to "podwójny". :flag:
_________________
Poszukuję informacji o dawnym powiecie Morąg
Ostatnio zmieniony przez Anrep Pon 30 Lis, 2009 20:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Pon 30 Lis, 2009 23:23   

Anrepp, dzięki! Obiecuje dwóch królów (ojca i syna) i to takich, którzy odcisnęli swe piętno w dziejach Europy. Na dodatek przejeżdżali też przez Morąg! A po to, aby między innymi spotkać się z tym Leszczyńskim!
 
 
Hagedorn 
Administrator



Pomógł: 28 razy
Wysłany: Wto 01 Gru, 2009 09:59   

Anrep napisał/a:
Szkoda tylko, że ten nasz król był trzeciego sortu

to nie tyle wina samego króla co całego kraju (trochę w stylu "jaki kram taki pan"), który jak doskonale widać z opisu ucieczki Leszczyńskiego w owym czasie był już praktycznie tylko i wyłącznie rosyjskim protektoratem...
_________________

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 06 Gru, 2009 14:32   

W zał. obraz D. Chodowieckiego przedstawiający ucieczkę Stanisława Leszczyńskiego z oblężonego przez Rosjan Gdańska. Nastąpiło to potajemnie nocą z 27/28 czerwca 1736r. Król ubrany był w strój wieśniaka.
Kolekcjonerem dzieł Chodowieckiego, gdańskiego rysownika, grafika i malarza był August Dorgerloh, wspominany już na Forumowisku dziedzic Gubławek, malowniczo położonych nad Jeziorakiem, http://www.marienburg.pl/...ight=gub%B3awki

Chodowiecki_Ucieczka Leszczynskiego1734.jpg
Plik ściągnięto 256 raz(y) 75,25 KB

Ostatnio zmieniony przez Ewingi Nie 06 Gru, 2009 14:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 14 Lut, 2010 23:32   

Oberlandzka Route 66 była na przestrzeni wieków świadkiem przemarszów wielu armii. Jednym z pierwszych, odnotowanych w źródłach do dziejów Polski, przez kronikarza Jana Długosza, był pochód wojsk jagiełłowych, po wiktorii grunwaldzkiej na stolicę państwa krzyżackiego, Malbork, dokładnie siedemset lat temu.
Wojska polsko-litewskie opuściły tereny pobojowiska grunwaldzkiego 17 lipca maszerując w stronę Malborka, oddalonego w linii prostej o 93 km. Jednak dowództwo polsko-litewskie straciło inicjatywę. Królewska armia, która podczas marszu pod Grunwald potrafiła pokonać kilkadziesiąt kilometrów dziennie, pod mury Malborka zmierzała bardzo powoli. Nadmierna przezorność zaczynała być czynnikiem rozstrzygającym. Ta przezorność sprawiła, że armia polsko-litewska szła po bitwie na Malbork nie krótszą drogą przez Ostródę-Zalewo-Dzierzgoń (około 97 km), ale znacznie dłuższą, gdyż przez Olsztynek-Morąg-Dzierzgoń (127 km w linii prostej). Przedłużało to drogę o 30 km, czyli co najmniej o 1 dzień marszu. Decyzja ta mogła być spowodowana też przesadnym trzymaniem się przez dowództwo polskie przyjętego jeszcze przed bitwą planu zakładającego obejście źródeł Drwęcy. Może też celowo zboczono w kierunku posiadłości biskupa warmińskiego, aby zachęcić go do szybkiego złożenia hołdu królowi polskiemu.
W pierwszym dniu marszu, to jest 17 lipca, armia polsko-litewska zajęła bez trudu Olsztynek. W piątek 18 lipca armia królewska maszerowała w kierunku Morąga. Nocleg armii królewskiej wypadł tego dnia prawdopodobnie na wschód od jez. Szeląg, milę przed Morągiem. Następnego dnia wojska polsko-litewskie przybyły do „zamku i miasteczka Morąga, które lubo... wielce było warowne, wszelako bez zwłoki poddało się królowi”. Jagiełło powierzył zamek wraz z miastem Jędrzejowi z Brochocic.
Należy dodać, iż oddziały polsko-litewskie szły nie jedną długą kolumną, lecz szerokim wachlarzem, toteż zajmowały też dalej położone miejscowości. Armia ta musiała iść wszystkimi możliwymi drogami a zapewne, gdy się dało również polami i łąkami. Nie mogła posuwać się ona jedną drogą, ponieważ takie ustawienie wraz z taborami spowodowałoby utworzenie kolumny długości około 100 km.
W niedzielę 20 lipca część wojsk podążyła spod Morąga drogą na Pasłęk, przez Chojnik w kierunku wsi Sambród. Z drogi pod Sambrodem król wezwał Elbląg, żeby się poddał i złożył przysięgę wierności. Pozostałe siły pociągnęły na zachód w kierunku Zalewa. Tego dnia król stanął na nocleg „powyżej wsi i jeziora Czołpie w pobliżu zamku Preussmarkt” (Chodzi tu o wieś Czulpę–niem. Zölp, położoną półtora km, na wschód od przesmyku między jeziorami Sambród i Ruda Woda). Wynikałoby z tego, że orszak królewski odłączył się od sił omijających z północy jez. Sambród i skierował się wzdłuż wschodniego brzegu tego jeziora na południe w kierunku osady młyńskiej Czulpa, położonej na skrzyżowaniu dróg Pasłęk-Ostróda i Morąg-Zalewo-Dierzgoń (5 km w linii prostej). Należy zaznaczyć, że położenie wsi i jez. Czołpie (chodziło zapewne o jezioro w pobliżu którego leżał młyn, gdyż zbiornika wodnego o takiej nazwie w okolicy nie ma) podane przez Długosza „w pobliżu zamku Preussmarkt” nie musiało być równoznaczne z geograficzną bliskością obu tych miejscowości (chociaż faktycznie odległość w linii prostej pomiędzy tymi dwoma punktami wynosi 17 km). Dzieło Długosza (Dziejów Polskich ksiąg dwanaście) powstało kilkadziesiąt lat po opisywanych wydarzeniach. Najwłaściwsze było więc dla autora skojarzenie miejsca noclegu króla z ważnym wówczas ośrodkiem administracji krzyżackiej, z którym związana będzie dość tajemnicza historia objęcia zamku Przezmark (jak wówczas mniemano pełnego skarbów) przez starostę Mroczka.
Marsz na Malbork przez Sambród, wśród łąk i pół umożliwiał przemieszczenie większej ilości wojsk niż bezpośrednią, częściowo śródleśną drogą z Morąga do Czulpy (tu znajdowało się wąskie gardło między jeziorami Sambród i Ruda Woda). Również większe możliwości przemarszu dużej liczby ludzi z taborami dalej w kierunku zachodnim dawała droga z Sambrodu niż Czulpy. Jak już wspomniano, armia polsko-litewska maszerowała wszystkimi możliwymi drogami, część wojsk podążała więc w kierunku Dzierzgonia omijając jez. Sambród od północy, a część od południa przez wąskie przejście w zabagnionym przesmyku pomiędzy jeziorami. O ile Jagiełło rozbił obóz pomiędzy jez. Sambród i Ruda Woda, musiał dalej podążać w kierunku Dzierzgonia i Starego Dolna przez Zalewo, a więc traktem pokrywającym się z Oberlandzką Route 66. Należy też uwzględnić fakt, że w owych czasach gościniec Morąg-Zalewo-Dzierzgoń był ważnym szlakiem komunikacyjnym w państwie zakonnym. Orszak królewski mógł wybrać tę drogę, najwygodniejszą i gwarantującą najszybszą możliwość przemieszczenia się dowództwa. Innej, bezpośredniej drogi z Morąga do Dzierzgonia w ówczesnych czasach nie było.
Opanowanie i powierzenie zamku Przezmark Mroczkowi z Łopuchowa (Mroczek herbu Leszczyc, mieszkał we wsi Mroczki na terenie obecnej gminy Kałuszyn, Mazowsze. Uczestniczył on w bitwie pod Grunwaldem w 1410 r. Był zaufanym króla Jagiełły) tak opisuje Długosz:
„...przybyło do króla [„powyżej wsi i jeziora Czołpie, w pobliżu zamku Preussmarkt”] wielu krzyżaków zostawionych do obrony rzeczonego zamku Prussmorga, którzy z pokorą oddawszy cześć królowi, poddali zamek jego władzy. Król puścił go zaraz w dzierżawę Mroczkowi z Łopuchowa, rycerzowi wielkopolskiemu, herbu Łaski. Ale ponieważ wieść niosła, że w tym zamku przechowywano wielkie skarby i klejnoty, król dla wprowadzenia Mroczka do zamku i spisania wszystkich w nim znajdujących się bogactw posłał wraz do Prusmorga Jana Sochę pisarza swego, herbu Nałęcz. Ten gdy po wprowadzeniu rzeczonego Mroczka i spisaniu rzeczy powracał, w drodze, czy to od swoich czy od nieprzyjaciół, z całą drużyną zamordowany został. Padały wielkie podejrzenia na pomienionego rycerza Mroczka, że on to morderstwo nastroił, ażeby król ze spisów Sochy nie dowiedział się, jakie w zamku Prusmorskim były skarby i dostatki. Kiedy potem król oblegał Marienburg [Malbork], bracia i krewni zabitego Jana Sochy wnieśli przeciw Mroczkowi skargę o zabójstwo; złożono sąd w tej sprawie, ale Mroczek przysięgą rycerską uwolnił się od zarzutu”.Stanisław Kuczyński, autor monografii tej wojny, tak podsumował postawę załogi zamku przezmarckiego: „W sercach braci krzyżackich musiał gościć istotnie ogromny lęk, skoro nie próbowali nawet bronić zamku Przezmark i zawartych w nim bogactw”. Poddanie bez walki Przezmarku, a następnego dnia i Dzierzgonia było niedobrym przykładem dla innych załóg, co zostało później podkreślone przez niemiecką historiografię.
Zapewne w piwnicach zamkowych w Przezmarku zmagazynowane były zapasy bezpośrednio przed wybuchem wojny. Wszakże obie strony intensywnie przygotowywały się do tej kampanii, a odpowiednie zabezpieczenie w prowiant i narzędzia walki było koniecznością. Również z racji położenia warowni przezmarckiej, w ramach zabezpieczenia części kosztowności zakonnych na czas konfliktu, mogły tu być umieszczone klejnoty zakonne.
Napad i morderstwo Jana Sochy i jego drużyny mogło mieć miejsce w dniach 22-25 lipca. Inwentaryzacja majątku w zamczysku musiała odbyć się niezwłocznie po jego objęciu przez Mroczka. Nie mogła trwać dłużej niż dzień, co najwyżej dwa. Nie było na to czasu, a zapewne też i konieczności dłuższej pracy. Sytuacja wojenna obligowała do pośpiechu. Wielce prawdopodobne jest, że powyższy napad miał miejsce niedaleko Przezmarka. Powracający w szeregi orszaku królewskiego Socha po wykonaniu zadania skierował się z pewnością na stary krzyżacki szlak kurierski z Przezmarka przez Dzierzgoń na Malbork, do którego podążały wojska polsko-litewskie (król opuścił Dzierzgoń 24 lipca). Ogólna sytuacja sprzyjała temu, aby bez świadków pozbyć się wysłanników królewskich. Jednocześnie, szybko, bo w ciągu paru nocnych godzin, można było powrócić konno z powrotem do zamku.
Podejrzenie Mroczka o podstępne zamordowanie Sochy mogło być uzasadnione, biorąc pod uwagę jego późniejsze zachowanie. Osoba ta pojawia się na stronach kroniki Długosza pod rokiem 1412 i to w nie najlepszym kontekście. Król Jagiełło usunął wtedy przemocą z biskupstwa krakowskiego niespełna rozumu i podobno obłąkanego biskupa Piotra Wysza, złączonego właśnie z nim pokrewieństwem. Jagiełło za zezwoleniem papieskim przeniósł go na biskupstwo poznańskie, a stamtąd biskup Wojciech Jastrzębiec przeszedł na miejsce Wysza. Mroczek nie mogąc strawić zniewagi krewnego, zaczął szukać sposobnej pory, by zabić Jastrzębca. Okazja taka miała się zdarzyć w związku z wyznaczonym zjazdem w Gnieźnie, na jesień Zesłania Ducha św., na który miał też przybyć nowo powołany biskup krakowski. Długosz, zanotował, że „rzeczony Mroczek postanowił i zaklął się przysięgą, że z pięciuset zbrojnymi ludźmi napadnie go w gospodzie i zamorduje. Gdy jednak Wojciech Jastrzębiec na ten zjazd nie przybył, zbrodnia zamierzona nie przyszła do skutku".

W piątym dniu marszu, 21 lipca, armia królewska zatrzymała się koło Starego Dolna nad Dzierzgonią, na południe od jez. Druzno, 22 lipca zdobyto stolice komturii Dzierzgoń. W Dzierzgoniu król bawił jeszcze w środę 22 lipca. Powodem dłuższego zatrzymania się króla w tym mieście były zapewne pertraktacje z wysłańcami miast krzyżackich, a pewnie i biskupami. Przerwę w marszu wykorzystano na wypoczynek. Część armii królewskiej zatrzymała się również w okolicach Zalewa. W czwartek 24 lipca Jagiełło ruszył z wojskiem dalej.
Następny postój nastąpił w pół drogi między Malborkiem a Dzierzgoniem koło wsi Stary Targ. Do Malborka wojska polsko-litewsko-ruskie przybyły dopiero 25 lipca, w piątek. Następnego dnia przedsięwzięto pierwszy szturm na miasto.
Przebycie drogi Grunwald – Malbork zajęło wojskom królewskim 8 dni, co daje około 16 km dziennie jako przeciętną szybkość marszu. Tymczasem przed bitwą grunwaldzką wojska polsko-litewskie pokonywały dziennie średnio 42km. Ten brak pośpiechu można wytłumaczyć tym, że wojska królewskie wyszły z obozu pod Grunwaldem już jeden dzień po bitwie, a więc wcześniej niż to było początkowo zapowiedziane. Stąd też w trakcie marszu odpoczywano, leczono się i doprowadzano do porządku. Drugim powodem wolnego posuwania się armii musiało być zajmowanie po drodze zamków krzyżackich i pustoszenie kraju, co spowalniało pochód i wprowadzało rozluźnienie porządku, tym bardziej, ze wojsko nie obawiało się już armii wielkiego mistrza. Nic nie usprawiedliwiało dowództwa polsko-litewskiego, że nie wysłało chociażby części jazdy, która szybciej od reszty wojska stanęłaby pod zamkiem malborskim i w dużej mierze utrudniłaby v. Plauen ściągnięcie dodatkowych sił i zapasów żywności do stolicy .
Wkrótce cały zachodni obszar ziem zakonnych aż do Pasłęki i jeszcze dalej był poddany Polakom.

Należy jeszcze dodać, iż Jagiełło na czele swojej armii, cztery lata później znowu pojawił się na Oberlandzkiej Route 66. Mianowicie 7 września 1414r, udał się król z Elbląga w kierunku Dzierzgonia. Tu nie zastał nikogo, Krzyżacy bowiem już wcześniej pouciekali. Zastosowali tutaj podobnie jak na terenie Warmii i Prus Dolnych taktykę opuszczonych miejscowości. Jagiełło obchodził tutaj święto Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Nazajutrz, to jest 9 września, wojska królewskie spaliły całkowicie miasto i poszły dalej. Według relacji Johanna v. Posilge, gdy król przybył pod zamek Przezmark, zastał tu „zimną gospodę”, wszystko było bowiem spalone. Mogło to być spowodowane stosowaną przez Krzyżaków taktyką albo też efektem działania straży przedniej, która jako pierwsza, zasadnicza część kolumny marszowej wyprzedzała pozostałe siły i tabory nawet o kilka dni marszu. Tworzyli ją Tatarzy oraz oddziały lekkiej jazdy polskiej i litewskiej.
Jagiełło nie stanął w Przezmarku obozem, ale ruszył do biskupstwa pomezańskiego. Zapewne w tym czasie oddziały lekkiej jazdy rozbiegły się w promieniu kilkunastu kilometrów, grabiąc i paląc wszystko, co napotkały po drodze. Wtedy też z pewnością okolice Zalewa i inne miejscowości na Oberlandzkiej Route 66 stały się terenem działania oddziałów królewskich. Najskuteczniejszymi metodami wojennymi były w tych czasach uznawane wojna na wyniszczenie i strategia spalonej ziemi.

Pamiątką po tamtych wydarzeniach jest wiekowy dąb w Jarnołtowie, który nosi nazwę „Dąb Jagiełły”, na cześć króla polskiego.

Więcej na ten temat K. Skrodzki, Dzieje Ziemi Zalewskiej. 1305-2005, Zalewo 2005, s.180-187.

1573_Zellio-Mercator.JPG
Fragment mapy Henryka Zella Prvssiae descriptio (ok. 1:1 500 000) z atlasu Europy Abrahama Orteliusa, 1573r.
Plik ściągnięto 366 raz(y) 108,17 KB

 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Nie 18 Kwi, 2010 23:36   

Zatrzymanie Prymasa Tysiąclecia w Morągu

W październiku 1956r. Prymas Polski Kardynał Stefan Wyszyński powrócił do służby Kościołowi, Bogu i Ojczyźnie jako wolny człowiek. Zainicjował w całym kraju Wielką Nowennę przed Jubileuszem Tysiąclecia Chrztu Polski. W 1958r. gościł również na Warmii i Mazurach. Ks. Józef Kącki w swoich wspomnieniach z podróży Prymasa Tysiąclecia obejmującej wizytację Olsztyna, Gietrzwałdu, Elbląga i Ełku, wspomina, że Prymas był spragniony kontaktu z ludźmi i bardzo go cieszyły wszelkie przejawy życzliwości i miłości braterskiej. Na trasie wierni tłumnie witali Kardynała. Bliskie spotkania powodowały nieprzewidziane opóźnienia. Ks. Kącki, przewodnik Prymasa po naszych terenach, pamięta związane z tym wydarzenie, które miało miejsce w Morągu, leżącym na Oberlandzkiej Route 66. " W Morągu zatrzymała nas milicja, bo przekroczyliśmy dozwoloną prędkość. Chcieliśmy nadrobić już dwugodzinne opóźnienie. Wyjaśniłem, że eskortuję Kardynała Wyszyńskiego i spieszymy się, by nadrobić stracony czas. Zaskoczyło mnie, że milicjant nie tylko nas nie ukarał mandatem, ale życzył nam szczęśliwej i bezpiecznej drogi".

[Opracowano na podstawie artykułu Moniki Rogińskiej, Z Kardynałem Wyszyńskim po Warmii i Mazurach, Martyria, nr 6/2008]

PS.
W Morągu znajduje się ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ma tutaj siedzibę Parafia rzymsko-katolicka p.w. Trójcy Przenajświętszej.

Wyszynski_maj 1958.JPG
Kardynał Wyszyński w Ełku, maj 1958r.
Plik ściągnięto 236 raz(y) 27,69 KB

Ostatnio zmieniony przez Ewingi Nie 18 Kwi, 2010 23:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Ewingi 
Ewingi

Pomógł: 2 razy
Wysłany: Pon 09 Sie, 2010 23:18   

Będąc w tym roku w Oberlandzie spotkałem się z opinią iż szosa z Zalewa do Morąga, ze względu na ilość tragicznych wypadków drogowych, nosi nazwę Drogi Śmierci. Z pewnością statystyka wypadków na niej jest niepokojąca, tak jak niechlubne miejsce Polski w ilości śmiertelnych wypadków drogowych, przypadających na jednego mieszkańca, w Europie. Z oficjalnych statystyk polskiej policji wiadomo, że najwięcej osób w naszym kraju ginie na drogach województwa warmińsko-mazurskiego. Jakie są tego przyczyny? Niektórzy uważają, że winę za tę ponurą statystykę ponoszą przydrożne drzewa, w przypadku naszego regionu, zwłaszcza aleje drzewne. Trochę jeździłem w czasie mego ostatniego tutaj pobytu Oberlandzką Route 66. Również w nocy i przy deszczowej pogodzie. Trzeba zawsze dostosować prędkość do warunków pogodowych, natężenia ruchu, ukształtowania drogi itd. Szosa 519 jest typową oberlandzką drogą, porośniętą drzewami, obfitującą w liczne zakręty i biegnącą przez urozmaicony pod względem wysokości teren (Oberland to przecież po polsku Pogórze). Dlatego też trzeba jeździć nią uważnie, tym bardziej, że natężenie ruchu na niej, zwłaszcza ciężkich pojazdów samochodowych jest niesamowite. Zaskoczyło to mnie właśnie, ostatnio.
Na początku sierpnia miał miejsce tragiczny w skutkach wypadek drogowy na odcinku Zalewo-Barty. Kierujący fordem mondeo 21 – letni młodzieniec stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w przydrożne drzewo. Zginęły dwie osoby, a dwie następne odtransportowane zostały w stanie ciężkim do szpitala. Akcja, niestety już usuwająca skutki wypadku, w której udział brało 5 zastępów straży pożarnej, trwała prawie 4 godziny (wypadek miał miejsce o godz. 18.40).
Zdjęcia wykonane przez policję, zwłaszcza licznika, wskazują na przyczynę tej tragedii. Z prędkością 190 km/godz., przy dobrym stanie technicznym pojazdu (ten z wypadku miał przebieg prawie 284 tys. km) można tylko jeździć na najlepszych w Europie, niemieckich autostradach. Brawura, głupota przez lekceważenie zasad bezpiecznej jazdy, a nie sama droga, były przyczyną śmierci dwóch osób.

Wypadek2.jpg
Plik ściągnięto 238 raz(y) 61,54 KB

wypadek1.jpg
Plik ściągnięto 211 raz(y) 68,62 KB

 
 
Linka 
Mistrz
Bride of Francula


Pomogła: 8 razy
Wysłany: Wto 10 Sie, 2010 10:36   

Zawsze jednak znajdą się zwolennicy wycinania drzew, które "wchodzą" na jezdnię kierowcom. Nikt nie widzi własnej głupoty, niestety...
_________________
.............................................
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group