Marienburg.pl
Nasze Miasto, Nasza Pasja...

Powiat malborski - Lichnowy

kolekcjoner - Sob 11 Sie, 2007 22:52
Temat postu: Lichnowy
Widokówka z Lichnów z widokiem hotelu Schmidta z około 1900 roku. Budynek istnieje do dziś. Stoi na północ od kościoła przy ulicy zachodniej (nie znam jej nazwy)
jastrzi7 - Pon 03 Sie, 2009 20:45

ulica Zwycięstwa :-)
Milek - Pon 03 Sie, 2009 20:52

kolekcjoner napisał/a:
Budynek istnieje do dziś

To przez dwa lata nikt fotki nie strzelił :shock:

konto_usunięte - Pon 03 Sie, 2009 20:55

Milek45 napisał/a:

To przez dwa lata nikt fotki nie strzelił


Z buta dwie godziny drogi pewnie... :idont:

Dohler - Pon 03 Sie, 2009 20:55

Dajcie fotkę dzisiejszą. Pewnie zamiast bryczek konnych, obecnie parkują tam bryki S-klasy.
Milek - Pon 03 Sie, 2009 21:00

Azaziz napisał/a:
Z buta

Rowerem prędzej, proponuje wycieczkę rowerową, zbiórka przy kładce od strony Kałdowa :-D

jastrzi7 - Sro 05 Sie, 2009 18:30

Spokojnie zaraz wezmę aparat i strzele Fotkę :P

a jak na razie odsyłam do stronki

http://www.forum.dawnygda...47128ff0b5ce722

gdzie są ukazane zdjęcia starych Lichnów

oraz tu

http://www.forum.dawnygda...er=asc&start=30

gdzie jest opisany kościół św. Urszuli

jastrzi7 - Sro 05 Sie, 2009 19:38

zdjęcia
Grażyna - Wto 25 Sie, 2009 13:22

Był sobie kiedyś w Lichnowach piękny wiatrak
niestety, spłonął bodajze w lipcu 1989r. Były kiedyś nawet projekty przeniesienia go z końca wsi do centrum - na trójkąt miedzy szosą na Lisewo a torami kolejki. Niestery spaliły na panewce :-(

_Maja_ - Wto 25 Sie, 2009 17:27

Grażyno, a skąd zaczerpnęłaś ten obszerny cytat?
Grażyna - Wto 25 Sie, 2009 20:20

Kiedyś, przed laty pisałam kronikę wsi i czerpałam wiadomości z różnych źródeł: opracowanie pani Marty Grabskiejn nieżyjacej już nauczycielki historii w Lisewie Malb., z tłumaczeń z różnych niemieckich publikacji m.in z B. Schmidta, takze z publikacji byłego mieszkańca Lichnów pana Erwina Flinka (Niemcy)
_Maja_ - Sro 26 Sie, 2009 00:04

Dziękuję serdecznie :mrgreen:
Grażyna - Sob 29 Sie, 2009 18:28

I jescze zdjęcia młyna, który przed wojna był własnością Ernsta Boenke
StormChaser - Sro 02 Wrz, 2009 23:08

Detal
jastrzi7 - Pon 14 Wrz, 2009 00:08
Temat postu: kilka starych zdjęć
zdjęcia
Grażyna - Pią 11 Gru, 2009 22:00

Ponieważ w innym miejscu (powiat Sztum) zamieszczano ostatnio zdjecia z pochodów pierwszomajowych, znalazłam w swoich zbiorach zdjęcie z 1948r. z pierwszym pochodem we wsi zorganizowanym przez członków powstałej przed rokiem (1947) Spółki Osadniczo - Parcelacyjnej, która później przybrała nazwę Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna "Zwycięstwo". Na kanwie losów jej założycieli - 14 rodzin przybyłych do Lichnów z Francji, powstał w latach 80-tych XX w. serial telewizyjny pt. "Pan na Żuławach"
StormChaser - Pią 11 Gru, 2009 22:01

:ok: Fajna pamiątka
jastrzi7 - Pią 11 Gru, 2009 23:41

To ten serial opowiada o ich losach ??

i Był kręcony w Lichnowach ??

Grażyna - Nie 13 Gru, 2009 13:14
Temat postu: Rolnicza Spółdzielnie Produkcyjna "Zwycięstwo" w L
Jej dzieje, to spory kawałek ludzkiej historii, więc warto ją opowiedzieć.

Kryzys gospodarczy lat międzywojennych, szczególnie dotkliwy w rolnictwie zmusił wielu ludzi do emigracji zarobkowej. Wśród wyjeżdżających „ za chlebem” znalazła się m.in. rodzina Rychlików z Wielunia. Pozostawiając pod opieką rodziny małą córeczkę udali się do Francji. Pracowali przez parę lat na farmie przy uprawie warzyw. Wybuch wojny zatrzymał ich na obczyźnie.
Po zakończeniu wojny wahali się, czy powrócić do kraju, czy pozostać we Francji. Jednak nadchodzące z kraju wieści o tym, że na ziemiach odzyskanych będzie możliwość otrzymania własnego gospodarstwa rolnego skłoniła państwa Rychlików i jeszcze inne rodziny do wyjazdu. Jeszcze podczas pobytu za granicą zawiązali Spółkę Osadniczo – Parcelacyjną, której nadali nazwę „Nadzieja”. Stworzyło ją 14 rodzin: Ambroży i Marianna Rychlikowie, Józef i Bronisława Łapowie, Teofila Zadworna, Bronisława Walencik z synem Janem, Bolesław i Józefa Spławscy, Ignacy i Bronisława Sommerowie, Piotr i Maria Wymysłowscy, Fabian i Agnieszka Michałkowie, Franciszek i Weronika Sobótkowie, Tomasz i Petronela Sosnowscy, Antoni i Agata Nawroccy, Jan Pajewski z żoną (imienia brak), Zaton (imienia brak) i Terendi (imienia brak). Na czele tej spółki stanął Ambroży Rychlik, który jak biblijny Mojżesz wiódł swoich rodaków do „ziemi obiecanej”.
Z Francji jechali 2 dni, do Legnicy dotarli 15 kwietnia 1947r., stamtąd skierowano ich na północ w kierunku Gdańska. Łatwiej jednak było dojechać z Francji do Polski, niż dotrzeć do miejsca przeznaczenia: Tydzień trwała wędrówka do Malborka w bydlęcych wagonach.
Władze skierowały ich najpierw do Kraszewa. Byli tam przez tydzień, jednak nie bardzo im się tam spodobało. Przewodniczący grupie Ambroży Rychlik postanowił poszukać czegoś innego. Objeździli szmat ziemi, zanim trafili do Lichnów. Spodobała się im ta wieś – okazały kościół, szkoła i drogi wysadzane lipami, które pana Rychlika jako zamiłowanego pszczelarza szczególnie ucieszyły.
Każdy lokował się jak mógł. Tydzień spali w dużej izbie nieistniejącego już domu. Z UNR-y dostali 5 krów i 5 koni - chude, zabiedzone, chore na świerzb szkapy. Ziemia była zarośnięta chwastem, ciężka, a konie osłabione. Zasiali jednak zboże. – W pszenicy był jeden chwast – wspominał po latach Rychlik – ludzie z haczkami wychodzili, a oset rósł jak na zamówienie. Najcięższa praca na francuskiej farmie wydawała się im niczym, w porównaniu z harówką jakiej się tu musieli podjąć. Wydawało się, że nie dadzą rady tym chwastom.
Pierwsze dożynki – pierwsze osiągnięcie i radość – wypadło ok. 5 kg zboża na dniówkę. Każda rodzina otrzymała ok. 500 kg . Uroczystość była skromna. Na podwórze starego, drewnianego domu z gankiem przyniesiono Rychlikowi wieniec z pierwszego zboża. Następnego roku plony były większe. Dożynki w 1949r. Odbyły się z udziałem miejscowej orkiestry.
Niektóry gospodarze indywidualni postanowili przyłączyć się ze swoja ziemią do lichnowskich spółdzielców, gdyż zaczęła im się podobać taka forma pracy zespołowej, widzieli również ich osiągnięcia.
Jednak na początku lat 50 ówczesne władze Polski zaczęły gwałtownie przyśpieszać kolektywizację wsi i stosując różne represje zmuszać rolników do tworzenia lub wstępowania do rolniczych spółdzielni. Był to najgorszy okres, który lichnowscy spółdzielcy jak i gospodarze indywidualni wspominają z niechęcią. Przymusowa kolektywizacja wsi fatalnie zaowocowała w 1956r.
Wypadki poznańskie pchnęły ludzi do masowego występowania ze spółdzielni. Były to ciężkie i dramatyczne chwile. Po rozwiązaniu Spółdzielni w Lichnowach w 1956r. Zaraz następnego dnia zebrali się jej pierwsi założyciele i zawiązali ja od nowa. Tym razem nadano Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej nazwę „Zwycięstwo”.
Przez długie lata nazywano ich „Francuzami”. Co ciekawe – kobiety przybyłe z Francji, pracując w polu trzymały haczki w charakterystyczny, różniący się od tradycyjnego sposób. Podczas robienia swetrów na drutach też w inny „francuski” sposób trzymały jeden drut z robótką nieruchomo pod lewą pachą, prawą ręka narzucając włóczkę i przerabiając ją drugim drutem. Wiele przywiezionych przez „Francuzów” sposobów rozpowszechniło się potem w całej wsi.

Kuglow - Nie 13 Gru, 2009 15:12

Grażyna napisał/a:
Jej dzieje, to spory kawałek ludzkiej historii, więc warto ją opowiedzieć.
:clap: :ok: Brawo Grażyna !!!! Niesamowita historia !!!
Grażyna - Nie 13 Gru, 2009 18:36
Temat postu: W Lichnowach po serialu
Na początku 1986r. nadawano w 1 programie TVP, mający 11 godzinnych odcinków serial pt. „Pan na Żuławach”

Już po emisji serialu dnia 8 kwietnia 1986r. W sali RSP „Zwycięstwo” w Lichnowach odbyło się spotkanie twórców i aktorów występujących w serialu, z mieszkańcami wsi.

Duży artykuł o tym wydarzeniu napisany przez panią Bożenę Bartnikowską ukazał się w tygodniku „Wiadomości Elbląskie” z dnia 23 kwietnia 1986r. (gazeta ukazywała się od początku lat 80. ; zakończono wydawanie na nr.5 w 1990r.)

Pozwolę sobie zacytować obszerne fragmenty :

„ Sala zatłoczona do granic możliwości. Przyszli najstarsi i młodsi mieszkańcy wsi (...) Nic w tym dziwnego, przecież przyjechali do Lichnów nie jacyś tam aktorzy i realizatorzy filmowi, lecz ci, którzy w oparciu o cząstkę ich życia i ich spółdzielni stworzyli serial telewizyjny. Powiedział o tym później jeden z uczniów tutejszej szkoły. – Dla nas, młodych państwo Rychlikowie są niezmiernym autorytetem. I oni w pełni na ten hołd zasłużyli. Film nadał ich rzeczywistemu bohaterstwu mocy i blasku, rozsławił w całej Polsce.
Chyba właśnie dlatego, poprzez postać filmowego Mikuły – swoistego pomnika żyjącego założyciela lichnowskiej, pierwszej tutaj spółdzielni produkcyjnej, Ambrożego Rychlika, poprzez losy bohaterów filmowych – tak bardzo ich zdaniem podobne do tutejszych życiorysów – serial telewizyjny „Pan na Żuławach stał się ich filmem. (...)

Bardzo serdecznie przywitano twórców filmu w świetlicy lichnowskiej RSP – reżysera Sylwestra Szyszko, autora scenariusza – Andrzeja Twerdochliba, kierownika produkcji – Andrzeja Serediuka i aktorów: Jadwigę Polanowską (Jadźkę), Ireneusza Kaskiewicza (Mikułę) oraz Romana Kłosowskiego, czyli filmowego sekretarza Grabowskiego. (...)

Dominującym motywem w dyskusji nad filmem była ogromna chęć namówienia gości, by podjęli ciąg dalszy swojego dzieła (...)

Skierowano do gości podczas spotkania wiele pytań, najczęściej o to, co zdaniem Lichnowian czyniło ten obraz bardziej lub mniej prawdziwym. Bo oni właśnie doszukiwali się w filmie prawdziwości, nie prawdopodobieństwa.
Andrzej Twerdochlib przyznał, że chciał przedstawić dzieje spółdzielni na szerszym, bardziej uniwersalnym tle, choć kanwę scenariusza stanowiły reportaże, w których opisywał przez 10 lat spółdzielnię gdański dziennikarz Bogusław Holub, a także publikowane pamiętniki pierwszych osadników. Ani scenariusz, ani film nie miały być jednak dokumentem, stąd część fabuły jest fikcja literacką odbiegającą od losów pierwowzorów postaci filmowych. Teraz – przyznał – dzwonią różni ludzie, że to czy tamto nie było tak...
Spytano też reżysera filmu, Sylwestra Szyszko, czemu zmieniono nazwę Lichnowy, choć pozostałe nazwy są autentyczne. Czemu też nie kręcono w tej wsi ani jednej sceny.
- Każdy odbiorca pisze swój własny film, ludzie czuliby się zawiedzeni jeszcze bardziej gdyby rzecz działa się w Lichnowach, musiałby to być wierny dokument. A dlaczego nie nakręcono ani jednej sceny? Dziś wszystko tu wygląda zupełnie inaczej niż w czasach, o których mówi film. Trzeba było szukać odpowiednich obiektów, zabudowań w stanie przypominającym tamte lata. Niemalże jedna trzecia filmu była kręcona na Mazurach.
Szukali uczestnicy spotkania podobieństwa filmowych i rzeczywistych bohaterów lichnowskiej historii (...) Przyznaje Ireneusz Kaskiewicz, że gdy w roku 1983 rozmawiał z Ambrożym Rychlikiem, nie wiedział, czy powinien wiernie naśladować jego postawę i zachowanie, czy raczej uwypuklić podobieństwo fizyczne.
- Jesteśmy mimo wszystko różni – powiedział – ja jestem trochę wyższy, ale to także sprawa charakteru. Stateczność i spokój pana Ambrożego rzucały się bardzo w oczy i to najbardziej odbiło się w kreowanej przeze mnie postaci.
Z głębi sali jakiś głos przerywa:
- Siadanie na rower i poprawianie spodni – to było bardzo trafione, Rychlik tak robi.
- Ale to wyszło mi tak zupełnie przypadkiem – stwierdza z uśmiechem Ireneusz Kaskiewicz. - Charakterystyczny szczegół to był taki filcowy kapelusz , pan Ambroży nosił go podobno całe życie, tylko na zimę zdejmował... Przytakuje Ambroży Rychlik, kiwają głowami niektórzy członkowie spółdzielni (...)
Pani Jadwiga Polanowska z trudem może się skojarzyć z filmową Jadźką Mikułową (...) Pierwsze zdjęcia były dla mnie bardzo trudne, ale po jakimś czasie, gdy ubierałam gumiaki, perukę, czułam, że coś się ze mną dzieje. Nigdy dotąd nie grałam roli wiejskiej kobiety.
Ją także wypytują o podobieństwo – podobno w filmie rzeczywiście ogromnie do pani Marii ( Marianny – dopisek mój GML) z lat pięćdziesiątych o to, jak stworzyła tak prawdziwe filmowe wcielenie.
Wszystko co wyszło z tej roli, to sprawa reżysera. Ja niczego nie wiedziałam o pani Rychlikowej i o Żuławach. Wydawała mi się taka bezbarwna. W pierwszym ujęciu – pamiętam – starałam się mówić jakąś gwarą, nie wiedziałam zresztą zupełnie co robić. (...)
[pani Rychlikowa mówiła piękną czystą polszczyzną –dopisek mój GML]
Po zrealizowaniu filmu, przy spotkaniu z panią Rychlikową wyszło, że obie te postacie były zupełnie inne. Ja grałam osobę oschłą, z pewnymi rygorami, nie okazującą uczuć – pani Rychlikowa okazała się osobą bardzo spokojną, łagodną i zawsze była ze spółdzielnią . Dopiero kiedy powiedziała, że czasem też zrzędziła, poczułam się lepiej. Wiem też od pani Marii, że wiele momentów było podobnych. Ale obruszyła się, że ona nigdy nie próbowała zupy prosto z chochli, zawsze brała do tego łyżeczkę.
Ambroży Rychlik, zapowiadał wprawdzie, że podczas spotkania nie będzie zabierał głosu, ale bierze w końcu mikrofon i stwierdza: - Niektórzy ludzie mówią, że to nieprawda, że tak nie było. A ja oglądałem film dwa razy – rano i wieczorem. I dopiero na wieczór rozmawialiśmy z żoną – ona więcej pamięta niż ja. Tylko, że kiedy się już zaczęło dziać dobrze, to człowiek zapomniał. Pamiętam, przyjechali kiedyś do mnie i pytają – jak to było z władzą. A ja mówię – w porządku. Bo tak mi się wydawało. Dopiero potem popatrzyłem na film i przypomniałem sobie, tak było naprawdę. (...)
Sala uważnie przysłuchuje się jego wypowiedzi, bo to przecież największy autorytet. – On był tu pierwszy, on widział najwięcej. I w końcu – o nim to film – mówią z dumą Lichnowianie.
Część filmu to była prawda. Tylko ja nie ustąpiłem żadnej wrogości, nie dopuściłem, żeby rozbić to, co zrobiliśmy. Bo jakbyśmy dopuścili, to nie byłoby filmu i tej spółdzielni by już nie było...
Zadumał się na chwilę i dodał:
- Grabowski... ja bym inaczej pokazał, bo takiego nie było – u nas powiedzieli, że to był Lachowicz (postać filmowego sekretarza partii i nauczyciela członkowie spółdzielni i mieszkańcy utożsamiali, jak wynikało z ich wypowiedzi z nieżyjącym już, jednym z mieszkańców wsi – dopisek BB). Ale on nie był żadnym spekulantem, tylko był przychylny naszej spółdzielni. Skąd się wziął taki sekretarz? (...)
Za bardzo chyba jednak okazał się nieprawdziwy w kontekście dokumentalnego charakteru filmu, bo tak został odebrany w Lichnowach. Wszyscy byli podobni, tylko jeden sekretarz nie. Z pewnością nie do Romana Kłosowskiego mieli Lichnowianie pretensje za owa nieprawdziwość. On sam jednak chce wyjaśnić:
- (...) postać Grabowskiego w pewnym sensie korespondowała z tym, co sam przeżyłem jako młody człowiek. Wydawało mi się, że w tej roli mam coś do powiedzenia i coś chcę pokazać. Bo to była postać złożona, tak jak czasy były złożone... (...) Ja nie znałem prototypu – odpowiedział Roman Kłosowski. – Słyszałem, że była to podobno piękna, wspaniała postać.
Gdzieś za mną rozlegają się szepty – starsze i średnie pokolenie pamiętają swego prawdziwego sekretarza – mówią teraz - serdeczny był człowiek, wyrozumiały, mądry... Jakby nie na te czasy.(...)
[W Lichnowach jedna z ulic nosi imię pierwszego kierownika szkoły – Lachowicza – dopisek mój GML]

starykot - Nie 13 Gru, 2009 23:14

:ok: Świetne to. :clap:
francula - Sob 12 Lut, 2011 20:42

Dom strażnika wałowego i góra portalu bramnego, dół, niestety, mało estetycznie zasłonięty blaszanym garażem
Grażyna - Sob 12 Lut, 2011 21:40

francula napisał/a:
Dom strażnika wałowego i góra portalu bramnego,

Dokładnie był to graf wałowy (Deichgraef) ktoś bardziej znaczący, przełożony nad prostymi strażnikami wałowymi. Ta funkcja była określana również jako kapitan wałowy.
Domostwo należało do NATHANAELA KRÜGERA (Teich Graeff des Grossen Marienburgschen Werders) - tak widnieje na portalu.
Jako motto swej posiadłości, Nathanael polecił na portalu umieścić wers 18 z 2 ksiegi Samuela rozdział 7:
"Kim ja jestem Panie, a czym jest mój dom, że doprowadziłeś mnie aż dotąd ?" (ST).
Poniżej tego napisu, mistrz kamieniarski uwiecznił również swoje nazwisko: Martin Boettcher.
Ten portal powstał w roku 1749.

francula - Sob 12 Lut, 2011 21:45

Dziękuję za szczegółowe wyjaśnienie. :->
Linka - Sob 12 Lut, 2011 21:45

Brawo, Grażyno :ok:
Portal piękny, ale kto, u licha, zezwolił na postawienie tam tego blaszaka?!

StormChaser - Sob 23 Cze, 2012 11:35

Widokówka z ebay
kolekcjoner - Sob 23 Cze, 2012 12:54

francula napisał/a:
góra portalu bramnego, dół, niestety, mało estetycznie zasłonięty blaszanym garażem

Ten garaż jest już "zabytkiem" ;-) :nook: , stał już w w 2007 roku. Przejrzałem swoje archiwa i znalazłem takie zdjęcie portalu ...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group